Reklama

Niedziela Częstochowska

Zobaczyć świat na nowo

O tym, jak wygrać z zaćmą, z dr. hab. n. med. Michałem Nowakiem, okulistą i dyrektorem ds. medycznych kliniki Provisus w Częstochowie, rozmawia Anna Janowska.

2020-01-21 12:48

Niedziela częstochowska 4/2020, str. V

[ TEMATY ]

wywiad

Częstochowa

operacja

okulistyka

zaćma

Anna Janowska

Dr hab. n. med. Michał Nowak

Anna Janowska: Duży sukces kliniki Provisus to operacja zaćmy u najstarszego pacjenta w Polsce. Jak czuje się pacjent?

Dr Michał Nowak: 12 grudnia 2019 r. w klinice Provisus w Częstochowie zespół pod moim kierownictwem wykonał zabieg usunięcia zaćmy u mieszkańca Częstochowy, który w tym roku ukończy 104 lata. Chirurgiem operującym był dr n. med. Wojciech Kołodziejczyk. Zabieg trwał 10 minut i przebiegł bez komplikacji. Po dwóch godzinach pacjent opuścił klinikę. Miesiąc później był u nas na badaniu kontrolnym. Stwierdziliśmy, że jego stan jest bardzo dobry. Sam pacjent także mówi, że jest zadowolony z wyniku operacji.

Z zaćmą wiążą się różne pytania i wątpliwości pacjentów.

Współczesna medycyna zna odpowiedzi na wiele z tych pytań. W ciągu ostatnich 20 lat w operacjach usunięcia zaćmy zmieniło się niemal wszystko. Często pacjenci z zaćmą odczuwają, że widzą gorzej, bo na oko nachodzi im jakby błonka, albo stwierdzają, że widzą świat jak przez brudną szybę. Mówiąc językiem medycznym, choroba polega na zmętnieniu naturalnej ludzkiej soczewki i zwykle postępuje wraz z wiekiem. Po 75. roku życia zaćma dotyka ponad 70% populacji. Co najbardziej istotne – jest to choroba całkowicie uleczalna. Nie ma możliwości leczenia farmakologicznego – metodą leczenia jest operacja, która pozwala zobaczyć świat na nowo.

Na jakie objawy trzeba zwrócić uwagę?

Pierwsze objawy, które mogą sugerować wystąpienie zaćmy, to częstsza potrzeba wymiany szkieł okularowych i pogorszenie widzenia, zwłaszcza wieczorem. Mogą wystąpić również swędzenie oczu, nadwrażliwość na światło i łzawienie. Szybkość rozwoju choroby jest różna. Czasami zaćma może rozwijać się latami, czasami w ciągu kilku miesięcy, a nawet tygodni.

Wielu starszych pacjentów uważa, że w ich wieku nie warto się operować.

Wiek nie jest przeciwwskazaniem do operacji usunięcia zaćmy. Kiedyś, przy innej technice operacji, czekano, aż soczewka całkowicie zmętnieje. Teraz stosujemy inną technikę i odkładanie operacji do czasu, aż soczewka zmętnieje całkowicie, jest niekorzystne dla pacjenta. Wiadomo, że pacjenci, którzy gorzej widzą, częściej ulegają urazom i wypadkom, które grożą złamaniem kości, co w starszym wieku jest niebezpieczne. Im wcześniej pacjent zdecyduje się na zabieg, tym lepiej. Rokowanie jest wtedy lepsze, rana pooperacyjna szybciej się goi. Poprawa widzenia, która następuje już po kilku godzinach, pozwala odzyskać radość życia.

Na czym polega operacja?

Zaćma to choroba soczewki oka, a operacja polega na zastąpieniu naturalnej, zmętniałej soczewki przez soczewkę sztuczną. W naszej klinice stosujemy cięcie o szerokości 2 mm. Operacja trwa 10-20 minut i najczęściej przeprowadzana jest w znieczuleniu miejscowym. Przed operacją wykonujemy badania biometryczne i oceniamy, jaką soczewkę należy wszczepić. Dobór soczewki pozwala skorygować dotychczasową wadę wzroku pacjenta, jak np. nadwzroczność, krótkowzroczność czy astygmatyzm. Mamy nowoczesny sprzęt i znakomitych specjalistów. Niestety, nie mamy kontraktu NFZ na wykonywanie zabiegów. Natomiast w ramach NFZ działają nasze poradnie okulistyczne. Naszą chlubą jest poradnia leczenia chorób siatkówki – jedyna w tym regionie.

Ilu Polaków choruje na zaćmę?

Choroba jest dużym problemem zdrowotnym i demograficznym. W Polsce zaćma jest drugą, po chorobach siatkówki, przyczyną ślepoty i pogorszenia widzenia. W skali kraju notujemy ok. 400 tys. nowych przypadków zaćmy rocznie. Problemem jest nierówny dostęp do świadczeń. Na przykład w regionie częstochowskim na operację zaćmy w ramach NFZ czeka się ok. roku, podczas gdy w skali kraju jest to średnio ok. pół roku.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cierpienie niszczy, miłość dźwiga

Wśród pamiątek po ks. Józefie Tischnerze można zobaczyć kartkę ze swoistym credo umierającego: „A jednak nie uszlachetnia!”.

Odwiedziłem niedawno rodzinny dom ks. prof. Józefa Tischnera w Łopusznej. Zebrano tam pamiątki po wielkim myślicielu i przewodniku życiowym. Wśród tych „relikwii” można zobaczyć kartkę ze swoistym credo umierającego profesora: „A jednak nie uszlachetnia!”. Jest to ostatnie nawiązanie do tematu, który trapił go u schyłku życia. Cierpiąc na raka krtani, wyznał: „Cierpienie zawsze niszczy, cierpienie nie uszlachetnia. Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość”.

CZYTAJ DALEJ

98-letni chiński biskup uleczony z koronawirusa

2020-02-18 15:28

[ TEMATY ]

biskup

Chiny

koronawirus

youtube.com

98-letni chiński biskup Joseph Zhu Baoyu z diecezji Nanyang jest najstarszym jak dotąd pacjentem, który wyzdrowiał po infekcji spowodowanej koronawirusem - donosi azjatycka agencja katolicka „Ucanews”. Sędziwy hierarcha trafił do szpitala na początku lutego. Teraz został zwolniony, ponieważ został uleczony z infekcji .

Zhu był w latach 2002-2010 uznanym przez Stolicę Apostolską biskupem diecezji Nanyang w prowincji Henan. Jako członek nie uznawanego przez państwo Kościoła „podziemnego” przesiedział wiele lat w więzieniach i obozach pracy. Sakrę biskupią otrzymał w ukryciu w 1995 r. jako biskup koadiutor w Nanyang.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Radomia zamierza pozwać producenta „Klechy”. Producent filmu odpowiada

2020-02-18 19:10

[ TEMATY ]

sąd

BOŻENA SZTAJNER

Producent filmu "Klecha" Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia na temat skierowania do sądu pozwu przeciwko filmowcom. Prezydent Radosław Witkowski zapowiedział, że będzie domagał się od producenta filmu należnych kar z tytułu opóźnień. Przypomnijmy, że film w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię ostatnich dni życia ks. Romana Kotlarza - męczennika radomskiego protestu robotniczego z czerwca 1976 roku.

- Jest już 10 miesięcy po planowanym terminie premiery, a filmu "Klecha" jak nie było tak nie ma. Mało tego, nie ma też rzetelnych wyjaśnień ze strony producenta i są zaległości w wypłatach dla statystów, dostawców usług i innych wierzycieli. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak skierowanie sprawy na drogę sądową - napisał w swoim oświadczeniu prezydent Radosław Witkowski. Przypomniał przy okazji, że miasto jest koproducentem i decyzją Rady Miejskiej na realizację filmu przekazano 900 tys. zł. - Będziemy domagać się od producenta filmu należnych nam kar z tytułu opóźnień - zadeklarował prezydent Witkowski.

Producent filmu Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia. Informuje też, że film znajduje się w końcowej fazie prac postprodukcyjnych. Dodaje, że o prowadzonych pracach oraz przejściowych trudnościach, jakie miały miejsce, zgodnie z umowami, informowani są okresowo koproducenci. Dotyczy to m.in. Ośrodka Kultury i Sztuki „Resursa Obywatelska”, do której zgodnie z zawartą umową koprodukcyjną co miesiąc przesyłane są raporty produkcyjne, a także przed kilkoma miesiącami skierowano pismo wskazujące, iż nie doszło do złamania umowy z Miastem Radomiem. Producent wystąpił także ze stosownym wnioskiem o aneksowanie terminu wiążącej umowy.

- Realizatorzy filmu pracują nad ostatecznym zgraniem dźwięku do filmu i wykonaniem korekty kolorystycznej obrazu. Opóźnienie w tych pracach było wynikiem rozwiązania umowy koprodukcyjnej Telewizją Polską S.A. w połowie 2019 roku, potrzebą wprowadzenia korekt oraz koniecznością zapewnienia uaktualnionego finansowania filmu - tłumaczy Radiu Plus Radom Andrzej Stachecki.

Dodaje, że przedstawiciele koproducentów filmu, którzy widzieli materiał roboczy po zakończeniu zdjęć do filmu i wyrażali swoje uwagi, zostaną zaproszeni do udziału w kolaudacji filmu.

Andrzej Stachecki poinformował również, że do prac nad filmem pozyskany został dystrybutor Monolith Films, wspólnie z którym przygotowany jest plan promocji i dystrybucji obrazu wyreżyserowanego przez Jacka Gwizdałę.

- W porozumieniu z dystrybutorem ustalona zostanie ostateczna data tegorocznej premiery, tak aby film skutecznie dotarł do jak najszerszej widowni - dodaje Andrzej Stachecki.

Obraz w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię niezwykle brutalnych działań powstałej w 1973 roku tzw. "Grupy D", ściśle tajnego oddziału specjalnego do walki z Kościołem w IV Departamencie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zdjęcia były kręcone m.in. w Radomiu. Głównym bohaterem filmu jest ks. Roman Kotlarz, którego prześladowała Służba Bezpieczeństwa i który zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców". Wszystko odbywa się w scenerii wydarzeń z protestu radomskich robotników w czerwcu 1976 r.

Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 pobłogosławił uczestników tego marszu. Był potem nachodzony i dotkliwie pobity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Zmarł 18 sierpnia 1976.

Ks. Roman Kotlarz do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Proces beatyfikacyjny prowadzi diecezja radomska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję