Reklama

Z Nowego Jorku

Kolędowe spotkania

Niedziela Ogólnopolska 5/2004

Do Polaków mieszkających za oceanem również przybywa ksiądz po kolędzie.

Do Polaków mieszkających za oceanem również przybywa ksiądz po kolędzie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W większości parafii polonijnych metropolii nowojorskiej, podobnie jak w Polsce, w okresie Bożego Narodzenia kapłani odwiedzają swoich parafian, chodząc po kolędzie. Pamiętam moje pierwsze kolędowanie w Nowym Jorku sprzed dziesięciu lat. Odwiedzaliśmy wszystkich naszych parafian według kartotek, ogłaszając w biuletynie parafialnym, jakie regiony będą wizytowane w danym dniu.
Najczęściej parafie polonijne mają charakter personalny i należą do nich ci, którzy się formalnie zapiszą. Z tych powodów mamy parafian rozrzuconych po różnych dzielnicach Nowego Jorku, a nawet poza nim. Większość naszych parafian to Polacy i Amerykanie polskiego pochodzenia, ale są także rodziny innych narodowości. Gdy odwiedzałem te ostatnie po raz pierwszy, byli zaskoczeni, witając mnie pytaniem: Co ksiądz tu robi? Zaczynałem od tłumaczenia polskiej tradycji kolędowania. Spotykało się to ze zrozumieniem, bo po poświęceniu domu, modlitwie i rozmowie zapraszano mnie na rok następny.
Od kilku lat wysyłamy do naszych parafian karty kolędowe, na których mogą zaprosić księdza oraz zaproponować czas odwiedzin. Ci zaś, którzy nie należą formalnie do naszej parafii, mogą wziąć karty z kościoła i także zaprosić księdza po kolędzie. Ten system pozwolił nam uniknąć różnych kolędowych niespodzianek i sprawił, że wierni są bardziej przygotowani na to spotkanie.
W zasadzie odwiedzamy od kilku do kilkunastu rodzin jednego popołudnia lub wieczoru. Bywa i tak, że umawiamy się z rodziną na dłuższą kolędę - w przypadku większej odległości albo wtedy, gdy rodzina przygotowała obiad czy chce dłużej porozmawiać z księdzem. Jeśli nam czas pozwala, korzystamy z takich zaproszeń.
10 stycznia br. byłem na takiej dłuższej kolędzie u rodziny Jolanty i Bogdana Kowalskich w Bayside - w Nowym Jorku. Na spotkanie kolędowe przyjechał również ich syn Marcin, który jest lekarzem w szpitalu św. Łukasza na Manhattanie i za kilka miesięcy wyjeżdża do Detroit, aby tam doskonalić się w swoim zawodzie i prowadzić dalsze badania naukowe. W czasie kolędy był czas na modlitwę i rozmowy duszpasterskie. Nie sposób było też uniknąć rozmów o Marcinie, który nie tylko jest dumą rodziców, ale przysparza także dobrego imienia całej Polonii amerykańskiej.
Marcin mimo młodego wieku (29 lat) ma już na swoim koncie badania naukowe na temat zwiększonej arytmii serca po zamachu 11 września 2001 r., które zna świat lekarski całej Ameryki i nie tylko. Pisały o nich bardzo wpływowe gazety, jak: New York Times, Newsday, Newsweek, Denver Post, a także gazety japońskie. Michał miał wiele odczytów na ten temat. Ostatnio w szpitalu św. Łukasza na Manhattanie został szefem 158 stażystów, których wprowadza w arkana sztuki lekarskiej, uczy, jak diagnozować, leczyć oraz dostrzegać w pacjencie pełny wymiar człowieczeństwa, z uwzględnieniem sfery duchowej.
Marcin urodził się na Żoliborzu w Warszawie. Przez trzy lata był wychowywany przez babcię Annę Kulik, która mieszka w Warszawie przy ulicy Złotej. Pani Anna wspomina, jak podczas spacerów dwuletni Marcin ciągnął ją pod figurę Matki Bożej, stojącą na podwórku między blokami, klękał przed figurą i składał rączki do modlitwy. Dla wzruszonej babci był to znak, że jej wnuczek ma powołanie kapłańskie. I o to powołanie prosiła Boga. Gdy Marcin został ministrantem w kościele św. Kantego na Żoliborzu, pani Annie wydawało się, że Bóg wysłuchuje jej prośby. Utwierdzała ją w tym przekonaniu postawa Marcina, który był aktywny, bardzo dobrze się uczył i miał dobre serce dla innych. Dzisiaj pani Anna mówi, że Marcin miał powołanie, tylko że nie kapłańskie, ale lekarskie. „Lekarz z powołania” - tak mówią nie tylko babcia Marcina i jego rodzice, ale także jego pacjenci i ich rodziny. W kategoriach powołania na zawód lekarza patrzy także Marcin. Ojciec Marcina wspomina, jak pewnego razu w okresie świątecznym Marcin telefonicznie kontaktował się z lekarzami w sprawie dyżurów. Zdenerwował się, gdy to szukanie przeciągało się. Pan Bogdan powiedział do syna, że to święta, że lekarz to też człowiek... A wtedy Marcin uciął krótko: „Tak, są ludźmi, ale są lekarzami, a to jest powołanie do służby drugiemu człowiekowi, bez względu na okoliczności i czas”. Bogdan przyznał w duchu synowi rację i nic już nie powiedział.
W wieku jedenastu lat Marcin wraz z matką opuścił Polskę i przybył do Ameryki, gdzie od kilku lat mieszkał jego ojciec. Rodzice zapisali Marcina do katolickiej szkoły przy parafii św. Krzyża w Maspeth. Jolanta zaczęła pracę jako nauczycielka w polskiej szkole przy tej parafii i do dziś jest lektorem w parafii pw. św. Krzyża. W dwa lata po przyjeździe do USA Jolanta uległa wypadkowi, w którym doznała bardzo skomplikowanego złamania nogi, lekarze brali pod uwagę nawet możliwość amputacji. By uratować kończynę, musieli zrobić przeszczep kawałka kości z biodra. Marcin spędził wiele czasu w szpitalu przy łóżku mamy. Najlepiej z rodziny znał język angielski, dlatego często służył jako tłumacz. I właśnie wtedy zrodziło się postanowienie zostania lekarzem.
Po ukończeniu szkoły średniej Marcin próbował dostać się do The Sophie Davis School of Biomedical Education. Na 70 miejsc było 5 tys. aplikacji. Marcin znalazł się w gronie najlepszych. Po 5 latach nauki w Sophie Davis dwa ostatnie lata Marcin skończył w New York Medical College w Valhalla. Po ukończeniu szkoły dostał się na 3-letni staż internistyczny do St. Luke´s/Roosevelt Hospital. Tu zaczął blisko współpracować z dr. Jonathanem Steinbergiem, elektrofizjologiem serca i szefem oddziału kardiologii.
Badania naukowe, które przyniosły Marcinowi rozgłos i uznanie, związane są z zamachem terrorystycznym w Nowym Jorku 11 września 2001 r. Po zamachu Marcin od razu pojechał na miejsce tragedii. Po oddaniu krwi zaczął pomagać ludziom. Obmywał oczy, zszywał i opatrywał rany. Wspomina, że nigdy nie zapomni przerażenia, rozpaczy i lęku ludzi, którzy w jakikolwiek sposób zetknęli się z tą tragedią. „Wszyscy, także strażacy i policjanci, przeżywali ogromny stres” - dodaje Marcin. Skomplikowane badania, zainicjowane przez Marcina, wykazały, że przez cały miesiąc po 11 września testowane osoby miały 2,5 raza większą arytmię serca niż przed tragedią. Długość trwania tego zjawiska wyjaśniono tym, że w przypadku 11 września stres trwał dłużej, wciąż bowiem pokazywano zdjęcia z tego dnia oraz mówiono o nowych zagrożeniach terrorystycznych. Odległość nie grała tu żadnej roli, niektórzy pacjenci mieszkali czasem nawet 160 km od Nowego Jorku. Lęk ogarnął wszystkich Amerykanów.
Dr Marcin Kowalski prowadzi kolejne badania. Za kilka miesięcy rozpocznie 3-letnią specjalizację z kardiologii w Henry Ford Hospital Center, znajdującym się w Detroit. Zdecydował się na ten wyjazd, ponieważ ośrodek w Detroit prezentuje wysoki poziom. Marcin zdaje sobie sprawę z tego, że badania naukowe są bardzo ważne i mogą dawać wiele satysfakcji, ale bezpośredni kontakt z pacjentem pozwala najpełniej spełnić się lekarzowi, który swój zawód traktuje jako powołanie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ksiądz Jerzy Popiełuszko - globalny święty

Gdy media całego świata informowały w październiku 1984 r., że w Polsce agenci komunistycznej bezpieki zamordowali katolickiego kapłana, nikt nie przypuszczał, że jest to początek niezwykłego fenomenu - obok św. Jana Pawła II i św. Faustyny Kowalskiej ks. Jerzy Popiełuszko jest polskim świętym globalnym. Do jego grobu spontanicznie pielgrzymowało ponad 23 mln osób, w tym papieże, prezydenci i premierzy, politycy i ludzie kultury oraz zwyczajni ludzie ze wszystkich kontynentów. Relikwie męczennika czczone są w ponad tysiącu kościołach na całym świecie, w krajach tak odległych jak Uganda, Boliwia, Peru. 19 października przypada kolejna rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Już pierwszej nocy po odnalezieniu zmasakrowanego ciała ks. Jerzego w konfesjonałach kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zaczęły dziać się prawdziwe cuda - wspominają kapłani, którzy słuchali do świtu spowiedzi. Choć tłumy nie oblegają już świątyni, grób męczennika jest stale nawiedzany. Pod kościół wciąż podjeżdżają autokary z pielgrzymami z Polski i ze świata. - Wśród cudzoziemców przeważają Francuzi, Włosi i Amerykanie, ale niedawno była grupa z Kamerunu - mówi KAI pracownica Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki, działającego od dekady w podziemiach świątyni. Co ciekawe, Francuzi pielgrzymowali tu najliczniej jeszcze na długo przed cudownym uzdrowieniem ich rodaka, które otwiera drogę do kanonizacji męczennika.
CZYTAJ DALEJ

Trzy doby łodzią do parafii. Polski biskup na końcu świata. "Kto w wieku 50 lat jedzie na misje?"

2026-10-18 12:30

[ TEMATY ]

Łódź

koniec świata

polski biskup

trzy doby

Diecezja Alotau-Sideia

Biskup diecezji Alotau-Sideia w Papui-Nowej Gwinei Jacek Tendej

Biskup diecezji Alotau-Sideia w Papui-Nowej Gwinei Jacek Tendej

Przed Najświętszym Sakramentem spaceruje, bo gdy się zatrzyma, komary nie dają mu się modlić. Tylko 5 proc. powierzchni diecezji to ląd, reszta to woda. Do niektórych wspólnot płynie nawet trzy doby. „Naprawdę, to jest koniec świata” – mówi Vatican News biskup diecezji Alotau-Sideia w Papui-Nowej Gwinei Jacek Tendej, z okazji Niedzieli Misyjnej.

Bp Tendej nigdy nie planował wyjazdu na misje. Przez wiele lat był m.in. dyrektorem liceum ogólnokształcącego. „Wszyscy mówili: ty tu umrzesz” – wspomina z uśmiechem. Nikt nie przypuszczał, że kiedykolwiek zmieni miejsce posługi.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Tagle: misjonarz, który został papieżem, potrzebuje naszej modlitwy

2026-10-19 15:27

[ TEMATY ]

kard. Tagle

Leon XIV

Vatican Media

Kard. Luis Antonio G. Tagle

Kard. Luis Antonio G. Tagle

Miłość Boga jest silniejsza niż wszelkie bariery - przypomniał kard. Luis Antonio Tagle podczas międzynarodowego Różańca Misyjnego w Rzymie. W przeddzień 100. Światowego Dnia Misyjnego szczególną modlitwą otoczono Leona XIV, którego kardynał nazwał „misjonarzem, który został papieżem”. Przypomniał też o misjonarzach, którzy mimo wojen, ubóstwa i przeciwności z radością niosą Ewangelię na krańce świata.

Kard. Luis Antonio Tagle, proprefekt Dykasterii ds. Ewangelizacji i dziekan Kolegium Kardynalskiego, przewodniczył 17 października Międzynarodowemu Różańcowi Misyjnemu na terenie Papieskiego Uniwersytetu Urbaniana w Rzymie. Modlitwę zorganizowały Papieskie Dzieła Misyjne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję