Kiedy w sobotę 4 sierpnia dojeżdżałem do Lisewa, już na kilka kilometrów przed tą miejscowością mijałem odświętnie ubrane osoby i całe rodziny zmierzające w kierunku kościoła. W centrum wsi szpaler druhów Ochotniczej Straży Pożarnej, którzy kierowali ruchem, w pobliżu zabytkowej świątyni mrowie ludzi. Przed wejściem formuje się poczet sztandarowy. Na sztandarach nazwy miejscowości z całej diecezji. Obok kościoła kapłani słuchają spowiedzi. Przy polowym ołtarzu trwają ostatnie gorączkowe przygotowania.
Chwilę po godzinie dziesiątej do sanktuarium wchodzi kilkudziesięciu kapłanów z bp. Andrzejem Suskim na czele. Krótko modlą się przed cudownym obrazem Matki Bożej Śnieżnej, Ksiądz Biskup święci kopię obrazu, która wkrótce procesyjne zostaje przeniesiona na miejsce celebry, czyli na polowy ołtarz wybudowany na placu Lisewskiej Kalwarii.
Polska pobożność maryjna to nie wyraz naiwności
Reklama
Uroczystej Mszy św. o godz. 10.15 przewodniczył bp Andrzej Suski, który również wygłosił homilię. Podkreślił w niej, że Maryja od wielu wieków związana jest z losem Polaków, którzy zawierzali jej swoje sprawy. - Często Maryja jest ostatnim ogniwem łączącym człowieka z Bogiem - mówił Ksiądz Biskup. - Bywa tak, że ludzie już dawno zerwali kontakt z Bogiem, przestali chodzić do Kościoła, nie modlą się. Ale nie mają odwagi zdjąć obrazka Maryi znad dziecięcego łóżeczka. Kościół nigdy nie bał się rozumu - kontynuował Biskup Andrzej. - Co więcej Kościół od wieków bronił Europy przed objawami irracjonalności, przed zabobonami, astrologią, magią, przed sektami - wyliczał Pasterz diecezji. Najlepszym naszym orężem, zdaniem ks. biskupa, są różaniec, szkaplerz i pobożna modlitwa.
- Zasługą naszej polskiej, maryjnej pobożności jest to, że nasz kraj odzyskał wolność i suwerenność bez rozlewu krwi, bez setek i tysięcy ofiar - dobitnie zaznaczył Biskup Andrzej. - To zasługa naszych niezliczonych różańców, naszych spowiedzi, komunii świętych, naszych nowenn, litanii i pielgrzymek.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dobrych ludzi jest więcej
Reklama
W swojej homilii Ksiądz Biskup starał się odkłamać obraz świata wpajany nam przez media. Wyjaśniając mechanizmy rządzące świeckimi mediami, tłumaczył zebranym, że dobro nie sprzedaje się w mediach, że dziennikarze często gonią za sensacjami, za złymi wiadomościami, bo są one bardziej krzykliwe, bardziej przyciągają uwagę. - Chcę powiedzieć otwarcie, że dobra jest więcej niż zła - przekonywał Ksiądz Biskup. - W naszym kraju jest więcej dobrych ludzi niż tych, którzy kradną, oszukują, zakładają mafie, zabijają. Więcej jest tych, którzy niosą pomoc potrzebującym, którzy organizują kolonie dla dzieci, bursy dla młodzieży, opiekują się starszymi i chorymi. Naszym zadaniem, jako czcicieli Matki Bożej, jest pomnażanie tego kapitału dobra. Każdy z nas może włączyć się w walkę o dobro - zachęcał Pasterz diecezji. Bp Suski przestrzegł też przed polską specjalnością - narzekaniem. - Nie wolno nam ograniczać się do narzekania, że jest źle - przekonywał. - Wspierani przez Matkę Bożą mamy zmieniać siebie i otaczający nas świat. Niech będzie więcej dobra w naszych rodzinach, w naszych domach i wszędzie, gdzie jesteśmy - zachęcał.
Biskup Andrzej wyraził swoją radość z tego, że znalazł się w tak pięknym miejscu, w pośrodku Drogi Krzyżowej, przy pięknym ołtarzu. Zauważył, że w Lisewie dokonują się takie zmiany, bo tutaj czyni się dobro, bo tutaj ludzie przychodzą z dobrym nastawieniem. Chcą ulepszać siebie i swoje otoczenie.
Wymierna troska o Kościół
W trakcie odpustowej Eucharystii przedstawiciele Kół Żywego Różańca z całej diecezji składali na ręce Księdza Biskupa znaki przyjaźni dla kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu, w XI rocznicę powstania Towarzystwa Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego. Te znaki to ofiary pieniężne, które przeznaczone zostaną na funkcjonowanie seminarium. Słowa wdzięczności za wieloletnie wsparcie, przede wszystkim w modlitwie, wyraził wicerektor seminarium ks. Marcin Staniszewski, opiekun Towarzystwa Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego.
Po Mszy św. nastąpiła ponadpółgodzinna przerwa na posilenie się. Tłumy pielgrzymów ustawiały się w kolejkach po przepyszne wypieki parafianek, po napoje. Dużym powodzeniem cieszyło się też stanowisko z dewocjonaliami i publikacjami dotyczącymi lisewskiego sanktuarium.
Śladami Męki Chrystusa
Około godziny trzynastej Ksiądz Biskup poświęcił Lisewską Kalwarię i niósł krzyż w pierwszej odprawionej tu Drodze Krzyżowej. Krótkie rozważania do każdej stacji formułował ks. proboszcz Gerard Gromowski.
Ustne zaproszenia i komunikaty wyświetlane w kościele zachęcały pielgrzymów do powracania na ścieżki Lisewskiej Kalwarii, gdzie w miesiącach letnich będzie odprawiane nabożeństwo Drogi Krzyżowej w każdą niedzielę o godz. 16.
Nowe życie przykościelnego placu
Jeszcze kilka lat temu plac za kościołem w Lisewie był zaniedbany, porośnięty starymi drzewami owocowymi, trawą, zielskiem. Był też składowiskiem różnych niepotrzebnych rzeczy. Kilkadziesiąt lat temu proboszcz wypasał na nim swoje owce. Teraz to miejsce zmieniło się nie do poznania. Jest piękne i zyskało całkiem nowe zadanie. Będzie teraz miejscem skupienia, modlitwy, rozważania tajemnic Męki Pańskiej.
Parafia jak Droga Krzyżowa
Stało się tak dzięki wspólnemu, wielkiemu wysiłkowi całej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Najświętszej Maryi Panny Śnieżnej w Lisewie. Dokładnie rok temu, zaraz po odpuście zaczęły się prace związane z budową Lisewskiej Kalwarii. Zabrało się do tego wielu ludzi, z wielkim entuzjazmem. To nie pierwsza ich wspólna akcja, a proboszcz ks. Gerard Gromowski potrafi zachęcić swoich parafian do współpracy. Parafia skupia czternaście wiosek. Dokładnie tyle, ile jest stacji Drogi Krzyżowej. Dlatego każda wieś dostała jedną stację do budowy. Najpierw trzeba było nawieźć całą górę polnych kamieni. Nie mogły być zbyt duże, ani zbyt małe. - To było zupełnie inne zbieranie. Jakieś takie ważne, uświęcone, bo wiedzieliśmy do czego zostaną zużyte - mówi Agnieszka Zach z miejscowości Błachta, która brała udział w budowaniu stacji szóstej. Później pod każdą ze stacji wykopany został dół na fundament. Zalanie fundamentu i później murowanie postumentu z polnych kamieni zajęło jakieś dwa miesiące zeszłego roku. - Murowanie postumentu było najdłuższe, ponieważ kamień nie wciąga wody, trudno się wiąże z betonem i nie da się od razu w całości wymurować - wyjaśnia Miłosz Zach, syn p. Agnieszki. - Trzeba było murować fragmentami, żeby się nie rozjechało wszystko - dodaje. Kiedy kamienny postument był gotowy do akcji wkroczyli wynajęci fachowcy, którzy pomurowali ceglane sklepienia i zamontowali daszki.
Ostatnie tygodnie na placu Kalwarii trwały gorączkowe prace wykończeniowe i ostatnie przygotowania. Czyszczenie kamieni, fugowanie, zakładanie oświetlenia.
Efekt końcowy z pewnością zrobił duże wrażenie na wszystkich, którzy w sobotę przyjechali do Lisewa. Efekt najważniejszy - ogromny wysiłek parafian będzie teraz przekładać się w modlitewne skupienie.