Reklama

W Ziemi Świętej w intencji Papieża

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II napełniła bólem miliony ludzi. Żałoba okryła cały świat jakby gigantyczną mgłą. W jednym miejscu warstwa tej mgły była gęsta i gruba, w innym ledwie widoczna, ale bez przesady dotarła do najdalszych zakątków kuli ziemskiej. Miałem okazję przekonać się o tym, gdy moje stopy dotknęły Ziemi Świętej. Kilku kapłanów dekanatu Hrubieszów Północ, m.in. dziekan ks. Andrzej Puzon, ks. Henryk Borzęcki, ks. Józef Bednarz i ks. Henryk Krukowski, postanowiło pielgrzymować do Izraela z grupą organizowaną przez Ojców Franciszkanów. Nie spodziewałem się, że przyjdzie mi opłakiwać śmierć naszego Papieża częściowo w Polsce, a częściowo w innym kraju. Już 6 kwietnia znaleźliśmy się w Nazarecie, w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie „Archanioł Boży Gabryjel posłan do Panny Maryi”. Miasto powitało nas piękną pogodą, kwitnącymi krzewami i łoskotem werbli. Okazało się, że to katolicka arabska szkoła zorganizowała wieczorem coś w rodzaju defilady ze sztandarami papieskimi i arabskimi z kirem, okazując w ten sposób żałobę po Ojcu Świętym. Następnego dnia parafia Nazaret zaprosiła swoich parafian i gości na specjalne nabożeństwo różańcowe z procesją po ulicach miasta za śp. Ojca Świętego. Plac w starej części miasta już od wczesnego wieczora napełniał się wiernymi, rozdano świece, punktualnie o godz. 21.00 rozpoczęło się nabożeństwo. Biskup, wikariusz Patriarchy Jerozolimskiego przewodniczący modłom, na początku zapowiedział, że razem z miejscowymi modlić się będą Włosi i rodacy Ojca Świętego. Ruszyła procesja różańcowa, najpierw modlitwa i pieśni po arabsku, następnie po włosku, a na koniec po polsku. Serce mocno biło w piersi, razem z płomykami świec ku niebu unosiły się nasze modlitwy. Byliśmy świadomi, że słowa: „Zdrowaś Maryjo” tu zostały wypowiedziane pierwszy raz przez Bożego posłańca, że w tej sytuacji i atmosferze nasze modlitwy mają wielką moc. Rzesza ludzi procesjonalnie zbliżała się do Bazyliki Zwiastowania, kierując się ku dolnej świątyni, w której znajduje się Grota Matki Bożej, gdzie „Słowo Ciałem się stało”. Świadomość obecności w takim miejscu dodawała nam sił i otwierała serca ku Bogu - za Ojca Świętego. Każda grupa miała czas na swoje modły przy Grocie, my także modliliśmy się długo i żarliwie. Na koniec zaśpiewaliśmy Czarną Madonnę i Barkę. Nasza grupa licząca 55 osób śpiewała z głębi serca na dwa głosy. W pewnym momencie śpiew stał się mocniejszy, to Włosi zaczęli śpiewać te same pieśni razem z nami, ale po włosku. Pogasły już nasze świece i zrobiło się późno. Ludzie zaczęli opuszczać Bazylikę, a my dalej trwaliśmy na modlitwie i śpiewaniu. Choć było smutno z powodu żałoby, ale byliśmy u Matki, a Ona „wszystko rozumie”, byliśmy w domu.
8 kwietnia, w dzień pogrzebu Ojca Świętego, pielgrzymowaliśmy nad Jezioro Galilejskie. Tam przecież nasz Zbawiciel objawił drogę Ośmiu Błogosławieństw, tam uciszył burzę, rozmnożył chleby i tam powiedział do Piotra: „Ty jesteś Piotr (czyli skała) i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18). Właśnie na tej skale zbudowano z czarnego kamienia niewielki kościół pw. Prymatu św. Piotra. Przybyliśmy do tego miejsca ok. godz. 11.00 miejscowego czasu, wiał wtedy silny wiatr. Fale jeziora przez cały czas walczyły ze skałą i południową ścianą kościoła, ale odbijały się od ściany, a skała rozrywała je na kawałki. Wielka i groźna fala wracała do jeziora w postaci małych strug wody. Pomyślałem wtedy, że walka fal w postaci wszelkiego światowego zła, fałszywych ideologii i wrogów Kościoła trwa cały czas. Jest to bardzo widoczne w całym świecie, a także w naszej Ojczyźnie, ale przecież Kościół jest Jezusowy, zbudowany na skale. Tam można dopiero zrozumieć, jak ważną sprawą jest budowanie na skale. Gdyby ten kościółek był zbudowany na słabym podłożu, fale już by go dawno zmiotły z powierzchni. Jak to dobrze, że my, katolicy, mamy Kościół zbudowany na skale, którą jest Chrystus i Jego zastępca Piotr, czyli Papież. W tym jakże wymownym miejscu przyszło nam odprawić Mszę św. pogrzebową za Jana Pawła II. Odprawialiśmy nie w kościele, lecz obok kościoła przy ołtarzu nad samym jeziorem. Nie było organów, ale ciągle słyszeliśmy żałobny pomruk fal Jeziora Galilejskiego uderzających z całą siłą w brzeg i skałę. Tylko ptaki niczym się nie zrażając, snuły swoje melodie, ich śpiew mieszał się z naszym śpiewem. Szkoda było opuszczać Polskę, gdy działo się tak wiele w każdej parafii, ale pielgrzymka była już dawno zaplanowana, może Bóg tak chciał, aby polscy kapłani celebrowali Mszę św. pogrzebową za polskiego Papieża w miejscu, gdzie zaczęło się papiestwo? Podczas jazdy autokarem oglądaliśmy transmisję pogrzebu z Watykanu, którą emitowała telewizja izraelska. Warto jeszcze dodać, że różne grupy pielgrzymów podchodziły do nas i dziękowały nam za wielkiego Papieża.
Nie będę relacjonował innych dni naszej pielgrzymki, ale trzeba wspomnieć o pobycie w Betlejem w niedzielę 10 kwietnia, gdzie w kościele pw. św. Katarzyny przylegającym do Groty Narodzenia za Ojca Świętego modlili się katolicy arabscy razem ze swoim patriarchą. Kościół był wypełniony przez miejscowych, Msza św. miała bardzo uroczystą oprawę, a po Mszy św., podobnie jak w Nazarecie, skauci ze wszystkich szkół chrześcijańskich przemaszerowali ulicami Betlejem, uderzając miarowo w werble i śpiewając pieśni. Nieśli portrety zmarłego Papieża i flagi z kirami. Grała orkiestra. Ulice miasta były oklejone plakatami z wizerunkiem Jana Pawła II. My celebrowaliśmy w tej samej intencji w grocie na Polu Pasterzy.
Ostatni etap naszej pielgrzymki i modlitw za zmarłego Papieża i o pomyślny wybór nowego miały miejsce w Wieczerniku i przy Grobie Pana Jezusa w Jerozolimie. Tam mieliśmy zaszczyt odprawienia ostatniej Mszy św. w Ziemi Świętej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Doskonalić się w miłości

2025-08-30 19:41

Ks. Wojciech Kania/Niedziela

W przededniu nowego roku szkolnego 2025/2026 katecheci świeccy, osoby zakonne i księża uczący religii spotkali się w Sandomierzu na dorocznej kongregacji katechetycznej, która tradycyjnie poprzedza rozpoczęcie pracy formacyjnej.

Pierwszym punktem zjazdu była Msza Święta sprawowana w bazylice katedralnej pod przewodnictwem Biskupa Sandomierskiego Krzysztofa Nitkiewicza. W koncelebrze uczestniczyli m.in. ks. Adam Kopeć, dyrektor Wydziału Nauki i Wychowania Katolickiego Kurii Diecezjalnej, a także księża pracujący w kurii, proboszczowie i wikariusze. W liturgii wzięli udział licznie przybyli katecheci świeccy oraz siostry zakonne.
CZYTAJ DALEJ

Pandemiczna pycha

2025-08-25 18:00

Niedziela Ogólnopolska 35/2025, str. 20

[ TEMATY ]

pycha

Adobe Stock

Choroba, umieranie i przemijalność w doczesności to powszechne doświadczenie, którego nie uniknie żaden człowiek. Ale nie każda choroba prowadzi do śmierci, a dzięki rozwojowi medycyny wynaleziono lekarstwa na wiele dawniej nieuleczalnych schorzeń. Trudno jednak wyleczyć pewną chorobę – i wcale nie chodzi o najgorsze typy nowotworów. Tą chorobą jest pycha. Księga Mądrości Syracha podkreśla dzisiaj, że „(...) na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła zapuściło w nim korzenie” (3, 28).

To pierwszy grzech z katalogu grzechów głównych oraz przyczyna wielu złych myśli, czynów i postaw, w tym ciężkich moralnie upadków. Człowiek pyszny ślepo ufa sobie, jest przekonany o swojej wyższości i samowystarczalności, a w konsekwencji jest egoistą i odmawia posłuszeństwa Panu Bogu. Pycha odrzuca dobro ofiarowane przez Boga. Nazywana jest matką wszystkich wad. Leży ona u podstaw skąpstwa, często przeradza się w snobizm i agresję, rodzi wewnętrzną pustkę i samotność. Pycha ma wiele postaci, ale nigdy nie postrzega siebie jako zło. Jej skrajna forma polega na uwielbianiu siebie samego zamiast Pana Boga i decydowaniu o tym, co jest dobre, a co złe.
CZYTAJ DALEJ

Matka bł. Carlo Acutisa: mój syn sprawił, że wiele osób zbliżyło się do Kościoła i wiary

Matka włoskiego błogosławionego Carlo Acutisa (1991-2006) Antonia Salzano powiedziała PAP przed jego kanonizacją, która odbędzie się w Watykanie 7 września, że za sprawą kultu do jej syna bardzo wiele osób zbliżyło się do Kościoła i wiary. Jak stwierdziła, to dlatego został nazwany „Bożym influencerem”.

Carlo Acutis urodził się 3 maja 1991 roku w Londynie, gdzie jego rodzice mieszkali z powodów zawodowych. Już jako dziecko skupił się na życiu religijnym, był autorem stron internetowych o cudach eucharystycznych i o świętych Kościoła. Zmarł w wieku 15 lat na białaczkę 12 października 2006 roku. Został pochowany w Asyżu. W 2019 roku jego ciało przeniesiono do tamtejszego kościoła Matki Bożej Większej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję