Tak jak w 2012 r. prezydent USA Barack Obama powinien dostać ocenę niedostateczną z historii za „polskie obozy śmierci”, którego to zwrotu użył podczas pośmiertnego uhonorowania Jana Karskiego „Prezydenckim Medalem Wolności”, tak jak rok temu, Barbara Nowacka, jak na ironię, polska minister edukacji narodowej, powinna dostać wielką „1” (o natychmiastowej dymisji nie wspominając) za „polskich nazistów”, którzy „zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady”; czyli za słowa wypowiedziane podczas konferencji zorganizowanej w 80. rocznicę wyzwolenia Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau, tak w styczniu 2026 r. wielkie ungenügend („niedostatecznie”) powinien dostać niemiecki kanclerz Friedrich Merz (i to podwójne – z geografii i dyplomacji) za określenie Rosji „największym sąsiadem” Niemiec.
Ktoś mógłby powiedzieć: jacy ci politycy – niektórzy pretendujący do roli światowych liderów tej polityki – są niedouczeni! Przykłady takiego niedouczenia można by mnożyć. Śmiem jednak twierdzić, że nie o niedouczenie tutaj chodzi, a o świadomą próbę kreowania rzeczywistości. Gdyby to było niedouczenie, faktycznie zasługiwałoby na ocenę niedostateczną i dyskredytację na arenie politycznej. Próba kreowania rzeczywistości to świadome badanie, jak daleko można się posunąć w „pisaniu historii na nowo”. Politycy, za którymi stoją sztaby doradców i współpracowników, w tym także ghostwriterzy, czyli osoby piszące przemówienia, raczej nie mylą się, nie przejęzyczają się „przypadkowo”.
Czy „pisaniu historii na nowo” możemy się jakoś przeciwstawić? Po pierwsze – czy tego chcemy, czy jest nam obojętne, co o nas, o Polsce i Polakach, piszą? Jeżeli chcemy i nie jesteśmy obojętni, musimy mieć argumenty w zmaganiach o prawdę, czyli solidną wiedzę historyczną. Tylko wtedy jest szansa, że nie obudzimy się kiedyś jako wasale sąsiadujących ze sobą Niemiec i Rosji, na dodatek odpowiedzialni za Holokaust w „polskich obozach śmierci”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu

