Korupcyjne tsunami w Ukrainie dało się poznać na początku 2023 r. i dotknęło wyższe szczeble rządowe: począwszy od wiceszefa sztabu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, przez czterech wiceministrów, pięciu gubernatorów obwodów, po kluczowego doradcę, którzy złożyli rezygnacje.
Złego niemiłe początki?
Zły przykład dała Julia Tymoszenko z kręgu osób wspierających kandydatów na fotel szefa rządu, którą widziano za kierownicą SUV-a marki Chevrolet przeznaczonego na pomoc humanitarną. Wkrótce potem wiceminister infrastruktury Wasyl Łozynski został zatrzymany przez policję antykorupcyjną podczas przyjmowania łapówki w wysokości 350 tys. dol. za kontrakty na dostawę generatorów prądu. Następnie piętnastu lokalnych aparatczyków zmuszono do złożenia rezygnacji. W tym samym roku znalazł się w tarapatach i pożegnał się ze swoją funkcją wiceminister obrony Wiaczesław Szapowałow, po tym, jak w następstwie śledztwa gazety Zierkało Niedieli oskarżono go o zakup żywności dla żołnierzy za niebagatelną kwotę 326 mln euro. Podczas gdy wszyscy mężczyźni w wieku poborowym mieli zakaz opuszczania kraju z powodu stanu wojennego, w Hiszpanii został przyłapany na wakacjach z całą rodziną zastępca prokuratora generalnego Ołeksij Symonenko. Głośno było też o kamizelkach kuloodpornych, chińskim „badziewiu”, przeznaczonych na front. Za transakcją stał Timur Mindicz, mający wsparcie byłego ministra Rustema Umerowa.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Rak korupcji przeniknął do sfer politycznych i instytucjonalnych, które z wojny uczyniły intratny biznes. Lawina wstrząsających „trzęsień ziemi” o mniejszej lub większej magnitudzie nie miała końca. Do więzienia trafili m.in. były minister energetyki Ihor Mironyuk i sędzia sądu najwyższego Dmytro Basow oraz wielu komisarzy oskarżonych o bezpodstawne zwolnienie z powołania na front.
We wrześniu 2023 r. został aresztowany przez Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy (NABU) jeden z najbogatszych Ukraińców Ihor Kołomojski, podejrzany wraz z grupą innych osób o sprzeniewierzenie ponad 232 mln euro należących do kontrolowanego przez niego w przeszłości PrywatBanku. To on wypromował Wołodymyra Zełenskiego jako aktora, a potem, w 2019 r., finansował jego kampanię wyborczą.
Siła napędowa korupcji
Tsunami wywołane czystką w kołach rządowych sięgnęło ludzi z bliskiego otoczenia prezydenta. Wśród nich znalazł się wspomniany Timur Mindicz, mózg skorumpowanego gangu, przez który przeszło ok. 100 mln dol., chociaż według lokalnej prasy, był to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Rozległy system korupcyjny polegał na fałszowaniu przetargów i wymuszaniu łapówek od kontrahentów państwowego operatora elektrowni jądrowych Energoatom – od 10 do 15% wartości kontraktów. Sieci elektroenergetyczne nie dość, że są niszczone przez rosyjskie bomby, to jeszcze są okradane przez funkcjonariuszy państwowych, co dodatkowo ogranicza dostawy prądu do gospodarstw domowych.
Reklama
Baczni obserwatorzy zwrócili uwagę na to, że właśnie taką kwotę – 100 mln dol. – miał przekazać Donald Tusk w styczniu br. na dalszą pomoc militarną Ukrainie. „Aby wyrównać to, co ukradli watażkowie” – komentowali złośliwi. Tymczasem dziennik Berliner Zeitung donosił, że obywatele Niemiec i podatnicy mogą się zastanawiać, czy ich dobrze zamierzona pomoc dla narodu ukraińskiego nie spada w bezdenną otchłań. Sceptycznie wyraziło się hiszpańskie ABC: „Po monstrualnych malwersacjach swoich przyjaciół Zełenski ma jeszcze odwagę zuchwale wyciągać rękę po dalsze wsparcie finansowe Europy”. Premier Węgier Viktor Orbán z kolei napisał w mediach społecznościowych: „Wojenna sieć mafijna z niezliczonymi powiązaniami z prezydentem została ujawniona”. Także w rządzie Giorgii Meloni „trwa refleksja”. Wicepremier Włoch Matteo Salvini wyraził swoje obawy: „W obliczu gigantycznych skandali związanych z ukraińskim rządem nie chciałbym, aby pieniądze włoskich pracowników i emerytów napędzały dalszą korupcję”. Również europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik wezwała do zaprzestania finansowania z pieniędzy polskich podatników przeżartego korupcją kraju i jego oligarchów.
Ratuj się, kto może
W nocy z 9 na 10 listopada wyżej wspomniany Timur Mindicz zbiegł do Izraela, na kilka godzin przed przeszukaniem jego mieszkania i biura przez funkcjonariuszy agencji antykorupcyjnej, którzy znaleźli tam sanitaria ze szczerego złota i setki tysięcy dolarów. Jego nazwisko po raz pierwszy powiązano z Zełenskim w 2019 r., gdy ówczesny kandydat na prezydenta podróżował opancerzonym mercedesem biznesmena. Czterdziestosześcioletni współwłaściciel (wraz z Zełenskim) telewizyjnej firmy producenckiej Kwartał 95 wyemitował serial Sługa narodu, dzięki któremu obecny prezydent zyskał powszechne uznanie i mógł z powodzeniem kandydować w wyborach w 2019 r.
W tym samym czasie na biurko premier Julii Swyrydenko trafił list rezygnacyjny minister energetyki Switłany Grinczuk.
Kryptonim „Midas”
Reklama
28 listopada o poranku, kiedy było jeszcze ciemno, zamaskowani funkcjonariusze z inicjałami „NABU” i „SAPO” na plecach zadzwonili domofonem do domu przy eleganckiej ul. Bankowej w dzielnicy rządowej, pełnej dronów monitorujących, należącego do 54-letniego Andrija Jermaka, szefa administracji głowy państwa. Podsłuchy trwającego 15 miesięcy śledztwa „Midas” ujawniły przestępczy spisek zawiązany przez byłych współpracowników Zełenskiego, oligarchów bliskich prezydentowi, ministrów, wysokich rangą urzędników i kto wie, kogo jeszcze. Domniemani oszuści wspominali o pewnym „Ali Babie”. To musiał być z pewnością nie kto inny, jak Andrij Borysowycz Jermak, którego NABU objęło dochodzeniem. „Prawa ręka” Zełenskiego, „numer dwa” w Ukrainie, zaledwie kilka dni wcześniej przewodził rządowej delegacji podczas rozmów pokojowych, które odbyły się w Genewie, w obecności sekretarza stanu USA Marca Rubia.
Główny prokurator ds. zwalczania korupcji Ołeksandr Kłymenko ujawnił, że szef administracji prezydenta także był zamieszany w próbę wpłynięcia na działania NABU i SAPO, aby utrudnić śledztwo w sprawie ośmiu podejrzanych – wśród nich Mindicza, organizatora przestępczej aktywności. Mało tego, Ukraińska Prawda relacjonowała, że Jermak po ujawnieniu afery miał polecić podległym służbom przygotowanie kompromitujących materiałów na prokuratora Kłymenkę.
Kryzys wywołany aferą Energoatomu ogarnął najwyższe szczeble ukraińskiej władzy, co podważyło pozycję Jermaka, od lat uważanego za jednego z głównych architektów polityki Ukrainy. Jego odejścia domagali się nie tylko opozycja, ale i członkowie partii rządzącej, dla których jego obecność mogłaby negatywnie wpłynąć na stabilność kraju w szczególnie trudnym momencie.
To wszystko działo się podczas nieustannych ataków rosyjskiej armii. Społeczeństwo było w szoku, a prezydent nigdy nie był tak słaby. Musiał zdecydować: bronić swojego najpotężniejszego doradcy czy poświęcić filar swojego systemu politycznego.
Reklama
Niektórzy urzędnicy oskarżali Jermaka o to, że w ostatnich miesiącach próbował podważyć niezależność NABU, gdy agencja badała sprawę Energoatomu. Wielu w Ukrainie uważało, że to on w ubiegłym roku stał za skandaliczną ustawą, która miała de facto zlikwidować niezależność instytucji antykorupcyjnych. Próba ta została później udaremniona przez uliczne protesty i europejskich sojuszników.
Zełenski próbował ograniczyć skutki machinacji, nakładając sankcje na swojego byłego współpracownika Mindicza, uwikłanego w śledztwo, i inicjując zmiany na najwyższych stanowiskach w głównych firmach energetycznych. Mimo to jego reakcja była postrzegana przez opinię publiczną jako niewystarczająca. W każdej chwili mógł wybuchnąć kryzys polityczny.
Jermak, syn dyplomaty zatrudnionego w ambasadzie rosyjskiej w Kabulu podczas okupacji Afganistanu, zanim został producentem telewizyjnym, pracował jako konsultant prawny (ma dyplom z prawa międzynarodowego). Nieżonaty i bezdzietny „prezentuje się jako ktoś absolutnie oddany prezydentowi, jako idealny wykonawca jego woli” – mówi politolog Wołodymyr Fesenko.
Co dalej?
Czy Zełenski jest w końcu gotowy zdymisjonować swojego skompromitowanego przyjaciela? – pytał dziennik The Kyiv Independent. Pozbawiony poparcia społecznego Jermak zgromadził władzę rzadko spotykaną we współczesnej Ukrainie. Jego rola jako strażnika pryncypała uczyniła go niezastąpionym, ale także przedmiotem kpin i frustracji sojuszników, którzy narzekali, że „jego wszechobecność znacznie przekracza jego możliwości”.
Nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jeszcze wieczorem 28 listopada, po czynnościach procesowych przeprowadzonych w mieszkaniu Jermaka, nazywanego niekiedy złośliwie „nadprezydentem”, zrezygnował on ze swojego stanowiska. Drogi przyjaciół się rozeszły. Ukraińcy odetchnęli z ulgą, a jeszcze bardziej sam Zełenski. W wypowiedzi udzielonej tabloidowi New York Post Jermak przekazał, że nie zamierza sprawiać problemów prezydentowi i pójdzie na front, na pierwszą linię, by stawić czoła wszelkim konsekwencjom. „Jestem uczciwym i porządnym człowiekiem” – podkreślił. „Zostałem zdyskredytowany i zniesmaczony brakiem wsparcia ze strony tych, którzy znają prawdę”.
