Reklama

Wiara

Drugie życie

Marta Sobek to młoda żona i mama. W lipcu po przeszczepie serca narodziła się na nowo. W rozmowie z Angeliką Kawecką dzieli się swoim doświadczeniem ufności Bogu mimo wszystko.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy rozmawiamy, jesteś w szpitalu 2 tygodnie po przeszczepie serca. Jak dowiedziałaś się o chorobie i w którym momencie tak dramatycznie zaostrzyła się?

Reklama

Na serce zachorowałam w wieku 6 lat jako powikłanie po śwince. Po przebyciu infekcji pediatra stwierdziła, że pojawiła się arytmia serca. Tak zaczęła się moja przygoda z leczeniem. Na początku bardzo mało inwazyjnym, opierającym się głównie na leczeniu farmakologicznym i licznych kontrolach w Klinice Dziecięcej na Szpitalnej w Poznaniu. Z racji choroby nie miałam zbyt wielu ograniczeń poza tym, że czasem kardiolog wystawiał mi zwolnienie z wychowania fizycznego i niektóre forsujące sporty były nie dla mnie. Gdy poszłam na studia, zauważyłam, że mój stan się pogarsza. Był to bardzo intensywny czas. Nauka, szukanie dorywczej pracy, imprezy, rozwijanie i budowanie nowych relacji. W 2014 r. mój stan na tyle się pogorszył, że podjęto decyzję o wszczepieniu dwujamowego stymulatora serca, który będzie wspomagał moje serce na co dzień. To była trudna decyzja, ponieważ wszczepienie stymulatora następuje zwykle, gdy ktoś ma lat 50, a nie 22. Okazała się jednak dobra, ponieważ zyskałam kolejne 10 lat względnej aktywności fizycznej, podobnej do tej, którą prowadzili wówczas moi rówieśnicy. Chodziłam po górach, jeździłam na rowerze, podjęłam aktywną zawodową pracę z dziećmi, która dawała mi ogromną satysfakcję. Mimo corocznych kontroli stymulatora serca prowadziłam normalny tryb życia. Nawet mój przyszły mąż bez problemu zaakceptował moją chorobę, która w przyszłości mogła przybrać różny charakter. Zakładaliśmy, że będzie dobrze. Narzeczony podjął decyzję, że chce być w tym ze mną, dlatego na kontrole jeździliśmy wspólnie, wchodził ze mną do gabinetu i rozmawiał z lekarzem prowadzącym. Trudno ocenić, kiedy choroba stała się nagle równią pochyłą. Mój stan znacznie się pogorszył w tym roku, po urodzeniu drugiego dziecka. Lekarze wskazują, że dwie przebyte ciąże w krótkim odstępie czasowym były dla mojego serca obciążeniem. Dlatego gdy w maju trafiłam w trybie pilnym na oddział kardiologiczny z rozpoznaniem ostrej niewydolności serca, lekarze mówili o kardiomiopatii popołogowej. Wówczas żadne leki farmakologiczne już nie działały, moje komory serca przestały działać bez leków w tzw. pompie. Pozostał jedynie przeszczep serca. 6 czerwca zakwalifikowano mnie w trybie pilnym na listę oczekujących.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czas oczekiwania na nowe serce, przygotowania do zabiegu zawierzałaś Bogu. Jak się modliłaś w obliczu tak tragicznego położenia?

To nie jest proste ufać, że będzie dobrze, gdy w domu czekają na mamę małe dzieci, w tym jedno niespełna półroczne, i mąż. Na początku przeszłam chyba wszystkie etapy żałoby. Było niedowierzanie, gniew, niezgoda, depresja i płacz, wręcz czarna rozpacz, aż w końcu akceptacja. Akceptacja, że w obecnej sytuacji nie mogę nic zrobić. Ukojeniem były dla mnie biblijne psalmy. Na początku tylko je czytałam. Później zaczęłam je przepisywać do pięknego zeszytu, mojej kroniki. Całość zadedykowałam moim dzieciom Józiowi i Michalince. Z myślą, że podaruję im je sama... jeśli przeżyję. Była też wersja, że jeśli nie przeżyje, będą miały pamiątkę po mamie, która walczyła i chciała ufać Bogu do końca.

Próbowałaś jeszcze jakiś innych modlitw?

Podjęłam Nowennę pompejańską w intencji znalezienia serca, ale ta forma modlitwy była dla mnie trudna. Dlatego po prostu patrzyłam na krzyż w sali szpitalnej i powtarzałam jak mantrę modlitwę: „Jezusie, Synu Boga żywego, uratuj mnie i moją rodzinę”, i tak zasypiałam.

W mediach społecznościowych piszesz z wielką wdzięcznością o roli wspólnoty. Jakie znaczenie ma wsparcie innych wierzących w tak kluczowych momentach życia, jak ten Twój?

Reklama

Modlitwa wstawiennicza zawsze miała dla mnie ogromne znaczenie. Jak tylko zaczęło się coś dziać w moim życiu, pisałam do znajomych ze wspólnot, prosząc ich o modlitwę. Teraz było tak samo. Staram się ufać obietnicom Jezusa i bardzo mocno uchwyciłam się obietnic: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20) albo: „Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień?” (Łk 11, 11a). W czasie czekania na serce prosiłam wszystkich o modlitwę. Zarówno rodzinę, znajomych, jak i siostry, i księży itp. Nawet któregoś dnia ksiądz kapelan poznańskiego szpitala przyprowadził mi abp. Gądeckiego, żeby pobłogosławił mnie i moje maleńkie dzieci. Modliły się za mnie zaprzyjaźnione wspólnoty, modlili się ludzie z różnych zakątków ziemi, a ja powtarzałam: „Wyniki wynikami, ale Pan Bóg nie odmówi ludziom, którzy mnie teraz niosą do Niego przez dach jak paralityka”.

Dziś jesteś już po przeszczepie. Na każdym kroku wspominasz dawczynię organu, dziękujesz za ofiarowane serce. Z perspektywy pacjenta po przeszczepie: dlaczego uważasz, że darowanie części siebie po śmierci to właśnie jest chrześcijaństwo?

Doceniam po stokroć moją Dawczynię, ponieważ według mnie prawdziwa miłość objawia się wtedy, kiedy nic po ludzku w zamian nie możesz otrzymać od człowieka. To jest – według mnie – najwyższy dowód miłości, szacunku i bezinteresowności. Moja Dawczyni jest ze mną, modlę się za nią. Czuję z nią jakiś rodzaj więzi, ale nic po ludzku nie mogę dla niej zrobić, jak tylko ofiarować jej swoją modlitwę.

Czy po tym czasie coś zmieniło się w Twoim postrzeganiu życia wiarą?

Musiałam zejść ze swojego idealnego ja. Idealnej żony, mamy, gospodyni ogniska domowego. Musiałam oddać stery innym ludziom. Był to i nadal jest to czas pokory, który zamierzam kontynuować, bo pewne sprawy nie są warte sporów. Zaczęłam bardziej doceniać moich bliskich, szczególnie mojego męża, który w obliczu tak trudnej sytuacji radzi sobie wspaniale. Pielęgniarki mówiły mi, że w chwilach największego bólu w nocy wołałam właśnie jego. Jest dla mnie bohaterem. To, co ze mną zostanie na zawsze po tym doświadczeniu walki i choroby, to przeświadczenie, że czas to MIŁOŚĆ – zawsze. Możesz się zamknąć w swojej dziupli, ale możesz robić mnóstwo innych rzeczy, które otworzą cię na relację z samym sobą, Bogiem albo drugim człowiekiem. Nawet jak uśmiechniesz się do 90-letniego pacjenta na korytarzu, to już wybierasz miłość. Ja się tego uczyłam każdego dnia na oddziale.

Dziś proszę o modlitwę za moją rodzinę: za męża, żeby starczyło mu sił, oraz za moje dzieci. Żebyśmy przetrwali burze i było nam dane żyć domowym Nazaretem. I o odwagę częstszego mówienia ludziom: „kocham, doceniam, jestem”.

2024-08-20 14:26

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Refleksje na Dzień Matki

Matka - pierwsza osoba, którą spotykamy na drodze naszego życia. Od samego początku zatroskana o nasze istnienie, o naszą przyszłość. Zawsze razem - Matka i dziecko. Ona - pełna niepokoju i lęku, pełna ciepła i serdecznych gestów, oddana bez reszty swemu wielkiemu skarbowi, dając mu swoją miłość, czas, siłę i serce. Musi dzieckiem kierować tak, by dla nikogo nie było przyczyną łez. Matka musi mieć uczucia serdeczne, stawać się aniołem dobroci i odznaczać się cnotami, by dziecku dać przykład, jak ma iść przez życie. Dziecko to człowiek mający wolną wolę, którą może utracić, jeżeli rodzice nie potrafią do niego trafić w procesie wychowawczym, jeżeli nie będą w stanie ukształtować jego charakteru.

Uczucie matki do dziecka powinno być regulowane pewnymi zasadami: stąd - dotąd. Niech dziecko wie, co wolno, a czego nie wolno. Wychowanie musi iść w parze z pewnym hartowaniem osobowości. Dziecko musi oswoić się z tym, że nie wszystko w życiu jest dostępne. Mówi się często, że obecne młode pokolenie jest źle wychowane, nieczułe, nie ma szacunku dla rodziców. Chyba jedną z przyczyn takiego stanu jest zmiana stylu życia, przeobrażenia w rodzinie, inne traktowanie dzieci przez rodziców odnośnie do wymagań, a nawet bezwzględności, jak to było dawniej. Dzisiaj stosunki między rodzicami a dziećmi układają się coraz częściej na płaszczyźnie kontaktów przyjacielskich. Istnieje ogromna swoboda w tych relacjach, kiedyś nie do pomyślenia.
CZYTAJ DALEJ

Urodziny Leona XIV: co przyniósł kolejny rok życia Papieża?

2026-09-14 07:23

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Pierwsze podróże apostolskie, historyczne wizyty, encyklika o sztucznej inteligencji oraz nieustanne apele o pokój – tak wyglądał miniony rok życia Leona XIV. 14 września Papież kończy 71 lat.

CZYTAJ DALEJ

Radość, która nie potrzebuje alkoholu

2026-09-14 23:06

Dariusz Sowa

Uczestnicy wesela wesel

Uczestnicy wesela wesel

Spotkanie rozpoczęło się w Domu Diecezjalnym TABOR. Uczestnicy przedstawiali swoje rodziny, opowiadali o doświadczeniach małżeńskich i dzielili się historiami, które często rozpoczynały się od jednego, odważnego kroku – decyzji, że ich wesele będzie świętem miłości, a nie alkoholu. Pierwszego dnia uczestników odwiedził biskup Kazimierz Górny, który podziękował małżonkom za ich świadectwo i przypomniał postać św. Maksymiliana Marii Kolbego – patrona ludzi podejmujących trud życia w trzeźwości. Podczas Eucharystii ks. dr Wiesław Matyskiewicz podkreślał, że abstynencja nie jest wyrzeczeniem, lecz darem składanym rodzinie i bliźnim. Drugi dzień miał charakter formacyjny. Konferencje poświęcone problematyce uzależnień pokazały, jak współczesna wiedza medyczna i psychologiczna potwierdza znaczenie profilaktyki oraz odpowiedzialnych wyborów. Szczególnym przeżyciem była pielgrzymka do Markowej – miejsca naznaczonego świadectwem błogosławionych Józefa i Wiktorii Ulmów. Ich życie przypomina, że miłość małżeńska to codzienna odpowiedzialność za drugiego człowieka, gotowość do poświęcenia i odwaga życia zgodnie z wyznawanymi wartościami. Wieczorne warsztaty taneczne, wspólna modlitwa różańcowa oraz rozmowy do późnych godzin pokazały, że integracja nie potrzebuje alkoholu. Wręcz przeciwnie – uczestnicy podkreślali, że dopiero w atmosferze trzeźwości można w pełni cieszyć się obecnością drugiego człowieka, prowadzić wartościowe rozmowy i budować prawdziwe więzi. Ostatni dzień spotkania był czasem dziękczynienia za otrzymane łaski. Podczas Eucharystii w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzeszowie-Dworzysku ks. prałat Władysław Zązel, który zachęcał, aby rodzinne uroczystości – zwłaszcza wesela – były świadectwem wolności, odpowiedzialności i szacunku wobec każdego uczestnika. XXXII Wesele Wesel nie było jedynie kolejnym zjazdem małżeństw. Było przede wszystkim żywym dowodem na to, że można świętować inaczej. Coraz więcej młodych narzeczonych zastanawia się dziś nad organizacją wesela bezalkoholowego. Nie dlatego, że chcą komukolwiek coś udowodnić, ale dlatego, że pragną, aby najważniejszy dzień ich życia był pięknym początkiem wspólnej drogi, wolnym od ryzyka nadużyć i złych doświadczeń. Rzeszowskie XXXII Wesele Wesel pozostawiło uczestnikom nie tylko piękne wspomnienia, ale również ważne przesłanie. Każde bezalkoholowe wesele staje się świadectwem, że można budować kulturę spotkania opartą na szacunku, odpowiedzialności i prawdziwej wolności. Oby takich świadectw było w Polsce coraz więcej.  

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję