Macierzyństwo to największa przygoda i nie lada wyzwanie dla kobiety. Łatwiej je realizować przy wsparciu tych, które myślą i czują podobnie. Jak w białostockim Stowarzyszeniu Dobry Moment.
Wraz z narodzeniem dziecka kończy się etap samodecydowania o sobie i swoim czasie, a zarazem zaczyna przepiękna droga z drugim, małym człowiekiem, który odziera ze złudzeń, nierealnych oczekiwań i egocentrycznej perspektywy na życie. Podobnie jak powołanie do małżeństwa niesie ze sobą konieczność zmiany myślenia z „ja...” na „my...”, tak macierzyństwo wiąże się z nowym, szczególnym rodzajem miłości – ofiarnej i bezwarunkowej. Taka miłość nie jest jednak ludzką domeną. Potrzebuje zakotwiczenia w miłości Boga i spojrzenia na ziemskie życie z perspektywy nieba.
Dzień (powszedni) matki
Reklama
Godzina 5.30 – nasza kruszynka ponownie zasnęła po porannym karmieniu piersią. Lubię patrzeć, jak błogo śpi, na jej zarys twarzy, nosek, usteczka, uszka, gładkie czółko; jak układają się pasemka jej włosów. Idealny obraz macierzyństwa: śpiące, nakarmione, spokojne dziecko. Czy taka jest codzienność? Bywa różnie. Mamy także trudniejsze lub bardziej wyczerpujące momenty. U mnie zmiana pieluszki to długie przekonywanie na różne sposoby do wejścia pod prysznic, a potem gonitwa po mieszkaniu za gołą pupą, żeby założyć pieluchę. Godzina przekonywania do ubrania się, żeby wyjść na spacer. Ciągłe mycie podłóg, stołów, szafek, ścian i pranie ubrań, podczas gdy maluchy uczą się samodzielnego jedzenia. Na każdym etapie co innego mnie cieszy i testuje moją cierpliwość. Starszak sam biega do toalety, co mnie wciąż zachwyca. Tak samo to, że już tak dużo i wyraźnie mówi oraz zapamiętuje treści książeczek, które mu czytamy, a nawet mnie poprawia, gdy ze zmęczenia coś pomylę w tekście. Kocham śmiech naszych dzieci, gdy się przed nimi wygłupiam, gdy się ganiamy lub tarmosimy na łóżku. Wzruszam się, gdy nasz niespełna 3-letni starszak mówi Ojcze nasz, wypowiada te wszystkie trudne słowa, które w tej modlitwie występują, choć w zasadzie nigdy celowo go jej nie uczyliśmy. Ciężko znoszę chwile, w których muszę być stanowcza, a to wywołuje płacz i krzyk. Jeszcze przede mną edukacja publiczna dzieci, problemy dorastających nastolatków czy wchodzenie dzieci w dorosłość. Jestem dopiero na początku swojej matczynej drogi, oczekuję właśnie trzeciego maleństwa i patrzę w niebo za każdym razem, gdy zastanawiam się, czy i jak sobie poradzę.
Jako mama na pełny etat, gdy nasz starszak miał niecały roczek, zostałam zaproszona do współtworzenia katolickiego kobiecego stowarzyszenia o nazwie Dobry Moment. Propozycja spadła mi prosto z nieba, ponieważ wiedziałam, że chcę nadal być przy moim dziecku w domu, a jednocześnie pragnę realizować swoje talenty, na chwałę Bożą oraz dla dobra innych ludzi.
Kto tworzy nasze stowarzyszenie i co nas motywuje do działania? Jesteśmy grupą dziesięciu kobiet o różnych pasjach i profesjach. W ramach działań Stowarzyszenia Dobry Moment chcemy promować rozwój duchowy, intelektualny, artystyczny i psychiczny kobiet w zgodzie z wartościami katolickimi. Organizujemy warsztaty duchowo-artystyczne, konferencje z ciekawymi ludźmi, pokazy filmowe; współorganizujemy rekolekcje i formacje dla kobiet. By realizować swoje talenty i pasje, zaczynamy od promocji graficznej i merytorycznej w mediach społecznościowych, a kończymy na zakupie kwiatów do dekoracji czy pieczeniu ciast dla naszych uczestników. Chcemy, żeby było widać tę kobiecą dbałość o szczegóły.
Nasze wydarzenia kierujemy do kobiet w różnym wieku. Korzystamy ze składek, które same wpłacamy, darowizn od osób indywidualnych, a naniektóre projekty dostajemy dofinansowanie z funduszy wspierających stowarzyszenia.
Reklama
Każda z nas ma swoje zobowiązania, zarówno zawodowe, jak i rodzinne, dlatego nierzadko żonglujemy czasem, żeby co miesiąc brać udział w spotkaniach organizacyjnych, a potem pomiędzy pracą a odbieraniem dziecka z przedszkola wykonujemy mnóstwo telefonów, by załatwić sale, umówić prelegentów czy rozliczyć dokumenty z projektu.
Przyjaciółka z nieba
Najważniejszą postacią po Panu Bogu w stowarzyszeniu jest nasza patronka – św. Joanna Beretta Molla. Dlaczego właśnie ona? Bo jesteśmy trochę do niej podobne. Mamy różne pasje, rodziny, marzenia, lubimy swoją kobiecość, kochamy Pana Boga i chcemy być Mu wierne do końca. Joanna w naszym odczuciu była pasją samą w sobie. Żyła pasją do Boga, pasją do każdego aspektu życia, do męża i dzieci, do spotkanego człowieka. Malowała, grała na pianinie, chodziła do opery, wspinała się po górach, realizowała się jako pediatra, spełniała się jako kochająca mama i oddana żona. Ona także, tak jak my, lubiła się ładnie, kobieco ubierać, gotowała pyszne obiady dla swoich bliskich, potrzebowała czasu tylko dla siebie, szybko jeździła samochodem (nam też się to zdarza), dbała o indywidualną relację z Panem Jezusem. Rozwijała te wszystkie sfery swojej kobiecości, które my również chcemy promować przez nasze działania.
Reklama
Na koniec swojego życia poniosła ofiarę. Urodziła córkę, chociaż lekarze sugerowali aborcję, ponieważ to zagrażało jej życiu. Moim zdaniem, ta ofiara nie była z siebie, ale z tego całego ziemskiego życia. Joannie dobrze się żyło, miała kochającego męża, co widać po listach, które wymieniali ze sobą przez wiele lat wspólnego życia. Miała kochające rodzeństwo, trójkę małych dzieci i niemowlę, dla którego się poświęciła. Zostawiała na ziemi bardzo dużo, a jednak jej miłość do Pana Boga, do tego daru, którym jest życie, była większa.
Nieustająco wzrusza nas wyobrażenie o tym, że przeżywała nasze troski i radości. Patrzyła z czułością na twarzyczki swoich dzieci, radowała się z nimi, martwiła ich chorobami czy ćwiczyła w cierpliwości, gdy nie chciały słuchać. Jeszcze ją poznajemy, odkrywamy kolejne fakty z jej życia, a ona już działa cuda w naszych rodzinach i naszych działaniach, jak również wśród osób, które przychodzą na nasze eventy.
Spotykamy się najczęściej w parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Rodzin, gdzie znajdują się relikwie św. Joanny. W ramach naszych działań nagrałyśmy w studiu Litanię do św. Joanny Beretty Molli, którą można odsłuchać na naszym kanale na YouTubie.
Codzienność tętniąca życiem
Choć doświadczamy w rodzicielstwie prozaicznych trudów i rutyna obowiązków trzyma nas mocno przy ziemi, szukajmy tego, co nada sens tej codziennej gonitwie.
Pośród błahych spraw warto mieć poważne cele i wielkie marzenia. To one dodają wiatru w żagle i czynią każdy gest miłości drogą do nieba. Nic tak nie umila tej wędrówki jak towarzystwo błogosławionych i świętych, w tym... naszych ziemskich przyjaciółek, które kroczą w tym samym kierunku.
Zachęcamy do odwiedzenia naszej strony: www.dobrymoment.com.pl , na której znajdziecie garść informacji o każdej z nas, o naszej patronce i misji stowarzyszenia, a także relacje z wydarzeń, które do tej pory zorganizowałyśmy.
W czerwcu organizujemy przy parafii piknik dla mam, na który serdecznie zapraszamy. Więcej szczegółów wkrótce na naszym fanpage’u.
Widmo demograficznej katastrofy, która nieuchronnie nadciąga, jest coraz częściej tematem wypowiedzi polityków, analiz ekspertów i zagadnieniem poruszanym w mass-mediach.
Wskazuje się na coraz mniejszą liczbę urodzin, trzy razy mniejszą niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu! np. w 1983 r.- 723 tys. a ostatnio w 2025 r.-238 tys.), zatrważająco niską dzietność o połowę za małą, aby utrzymać prostą zastępowalność pokoleń a w konsekwencji ujemny przyrost naturalny następujące i szybkie zmniejszanie się populacji (obecnie w tempie ok. 200 tysięcy rocznie). Polska starzeje się i wymiera!
Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).
Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma.
W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej.
Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską.
Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397).
Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary.
Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan).
Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach.
Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
Papież przypomniał o ofiarach zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. i wezwał do modlitwy o pokój. Zwracając się do wiernych zgromadzonych na Placu św. Piotra, Ojciec Święty modlił się za tych, którzy stracili życie, ich rodziny oraz wszystkich cierpiących z powodu przemocy i wojny.
Ojciec Święty nawiązał do rocznicy zamachów po modlitwie Anioł Pański. Pamięcią objął zarówno tych, którzy stracili życie 11 września 2001 roku, jak i osoby, które nadal noszą fizyczne i duchowe rany tamtych wydarzeń.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.