Reklama

Turystyka

Schodami w górę, schodami w dół

A jednak uroda pomaga w zrobieniu kariery, zwłaszcza filmowej. Przekona się o tym każdy, kto zdecyduje się przyjechać do Girony i odnajdzie fragment miasta, który zagrał w 6. odcinku 6. sezonu „Gry o tron”. A jeśli zachwycony jej urodą zapragnie jeszcze kiedyś tu wrócić, wystarczy, że pocałuje Lwicę... w zadek

Niedziela Ogólnopolska 26/2019, str. 50-52

[ TEMATY ]

podróże

wakacje

Margita Kotas

Zaułek przy pałacu Agullana „zagrał” w jednej ze scen „Pachnidła”

Girona, stolica prowincji o tej samej nazwie, mimo że sama oddalona jest ok. godziny jazdy od wybrzeża Morza Śródziemnego, pełni również funkcję administracyjnej stolicy Costa Brava, Dzikiego Wybrzeża Hiszpanii. Byłoby zatem grzechem nie odwiedzić jej choć raz przy okazji pobytu w jednym z nadmorskich kurortów. Girona słynie z Ciutat Antiga – Starego Miasta, a szczególnie z XII-wiecznej dzielnicy żydowskiej, jednej z dwóch – obok Toledo – najlepiej zachowanych w Hiszpanii.

Nieśmiertelne miasto

Starożytne miasto leży na warownym wzgórzu, które wznosi się wysoko nad rzeką Onyar. Od chwili, kiedy w miejscu dzisiejszej Girony stanął przy Vía Augusta rzymski fort Gerunda, walki o miasto toczyły się niemal w każdym stuleciu; oblegane było przez różnych najeźdźców ponad 30 razy. Kolejno w Gironie panowali Iberyjczycy, Grecy i Rzymianie, zachodni Goci, Arabowie, Frankowie i Francuzi. W XIX wieku, po przetrwaniu pięciu ataków, w tym siedmiomiesięcznego oblężenia przez wojska francuskie pod wodzą Napoleona w 1809 r., miasto zyskało miano nieśmiertelnego. Jego złożona historia spowodowała niepowtarzalną mieszankę obecnych w nim stylów architektonicznych, które można podziwiać podczas jego zwiedzania. W labiryncie wąskich uliczek w centrum Girony można dostrzec np. 200 lat arabskiego panowania nad miastem. Na jego wyglądzie zaważyła także sześciowiekowa obecność Żydów.

Z pieszych mostów nad rzeką Onyar rozciągają się niezapomniane widoki na Stare Miasto, z domami w pastelowych barwach odbijającymi się w wodzie, i górującymi nad nim dzwonnicą kościoła Sant Feliu (św. Feliksa) i katedrą Santa Maria (Najświętszej Maryi Panny).

Reklama

Święty od much

Kościół Sant Feliu położony jest u wyjścia z mostu Sant Feliu. Jego płaska dzwonnica, którą można podziwiać także zza schodów prowadzących do katedry, jest jednym z najwybitniejszych przykładów gotyku katalońskiego. W 1581 r. została utrącona przez piorun i w takiej formie pozostawiono ją do dziś. Do X wieku świątynia Sant Feliu pełniła funkcję siedziby biskupa, którą utraciła na rzecz obecnej katedry Girony. We wnętrzu kościoła znajduje się kilka wartościowych dzieł, m.in. osiem sarkofagów wczesnochrześcijańskich i pogańskich, figura Chrystusa leżącego z XV wieku oraz relikwiarz św. Narcyza, patrona Girony, znanego jako święty od much. Legenda głosi bowiem, że w 1285 r., kiedy to wojska francuskie oblegały Gironę, z grobu świętego zaczęły wylatywać roje much, które obsiadając i gryząc najeźdźców, zmusiły ich do odwrotu. W pobliżu grobu można dziś odnaleźć obraz przedstawiający to wydarzenie, a podczas obchodów święta patrona miasta, które odbywają się każdego roku w dniach 26 października – 4 listopada, można posmakować cukierków i czekoladek w kształcie much.

Lwica z Girony

Kiedy opuści się Sant Feliu, warto odnaleźć, zwłaszcza jeśli pragnie się wrócić do tego pięknego miasta, znajdujący się w pobliżu Cul de la Lleona – tajemniczy posąg Lwicy z Girony. Ustawiona na kolumnie, a raczej wspinająca się na kolumnę osobliwa figura z XII wieku przedstawia zwierzę z wykrzywionym łbem i ze zwiniętym ogonem. Lwica – choć trudno się domyślić po wyglądzie, że o lwicę chodzi – jest symbolem miasta i odgrywa rolę girońskiej Fontanny di Trevi, wiąże się bowiem z pewnym zwyczajem. Co ciekawe, dopiero po dopełnieniu girońskiej tradycji można sobie uświadomić, z jakiego powodu lwica podkula ogon i zwraca łeb w naszym kierunku. Otóż mieszkańcowi miasta czy turyście, który poklepie ją po zadku, lwica ma przynosić szczęście, a turyście dodatkowo zagwarantować powrót do Girony. Nic dziwnego zatem, że wielu nie poprzestaje na poklepaniu, ale – pewnie dla większej gwarancji szczęścia czy ponownej wizyty w mieście – składa na lwim zadku pocałunek. Tę drugą czynność mają ułatwić ulokowane przy kolumnie drewniane schodki, warto jednak uważać, by w pogoni za szczęściem nie wybić sobie zębów.

Parę kroków dalej

Blisko Sant Feliu, tuż za Portalem de Sobreportas, znajdują się Banys Arabs – łaźnie arabskie zaprojektowane przez rzemieślników mauretańskich w XIII wieku, parę stuleci po zakończeniu panowania Maurów w Gironie. Blisko łaźni odnajdziemy natomiast jeden z najstarszych zabytków miasta – XII-wieczny klasztor i kościół Sant Pere de Galligants z kaplicą Sant Nicolau (św. Mikołaja). Klasztor, będący przykładem katalońskiego stylu romańskiego, istniał już w X wieku, dziś jest siedzibą Muzeum Archeologicznego.

Doskonałym punktem widokowym na zabytkowe budowle są mury miejskie, które stanowią ponaddwukilometrową trasę wokół starówki. Widać z nich m.in. jeden z pierwszych budynków gotyckich w Katalonii – klasztor Sant Domenec (św. Dominika), który obecnie jest w posiadaniu uniwersytetu. Wejście na mury znajdziemy przy Muzeum Archeologicznym, łaźniach arabskich, katedrze, za klasztorem Sant Domenec, przy Plaça Catalunya i klasztorze Sant Jeroni de la Murtra. Rzymskie mury powstały w IX wieku i były nadbudowywane do wieku XV. Dziś ich konstrukcja jest najdłuższą tego typu w Europie z czasów Karolingów.

Kabała i getto

Miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów jest El Call – żydowska dzielnica Girony, która w średniowieczu była stolicą mistyczno-kabalistycznej teologii żydowskiej. W XIII wieku rozwinęła się tu szkoła kabalistyczna z Mosesem ben Nahmanem, zwanym Nahmanidesem. Dzielnica zachowała się praktycznie w idealnym stanie, co może dziwić ze względu na fakt rekonkwisty z 1492 r., która spowodowała wydalenie z Hiszpanii gmin żydowskich. Centrum dzielnicy jest Carrer de la Força, która przebiegała w miejscu dawnej drogi rzymskiej Vía Augusta. To tu można znaleźć wszystkie trzy girońskie synagogi.

Pierwsza wzmianka o osiedlu założonym przez Żydów, którzy zamieszkiwali Gironę już w okresie przedarabskim, pochodzi z końca IX wieku. W czasach swego największego rozkwitu dzielnica tworzyła niemal miasto w mieście i była chroniona prawem królewskim w zamian za zapłatę. Idylla skończyła się dwa stulecia później, w XI wieku, kiedy społeczność żydowska zaczęła doświadczać prześladowań ze strony miejscowej ludności. Przez następne stulecia, aż do wypędzenia Żydów z Hiszpanii w 1492 r., El Call było w praktyce gettem. Girońscy Żydzi mogli mieszkać jedynie w jego granicach; kiedy je opuszczali, musieli zakładać specjalny ubiór, a ich domy nie mogły mieć okien i drzwi wychodzących na Carrer de la Força.

Katedra dwóch rekordów

Katedra Santa Maria jest drugą ze świątyń, obok Sant Feliu, która dominuje nad girońską starówką. Lokalizacja, na której została wzniesiona, była miejscem kultu już w czasach rzymskich, a przed wybudowaniem katedry stał tu mauretański meczet. Dzieło Guillerma Bofilla, ufundowane w 1038 r., pobiło dwa rekordy, które na specjalistach robią wrażenie do dziś – najszersza pojedyncza gotycka nawa na świecie, która mierzy 22,8 m, została przez Bofilla przykryta największym gotyckim sklepieniem w Europie. Rozpoczęta w XI wieku budowa katedry trwała siedem kolejnych stuleci. Dziś poza sklepieniem największy zachwyt budzą pięciokondygnacyjna Torre de Carlemany (wieża Karola Wielkiego), monumentalna barokowo-klasycystyczna fasada i kryjące się we wnętrzu świątyni romańskie krużganki z rzeźbionymi kapitelami, nagrobek jednej z najważniejszych postaci w historii Katalonii – Ermesendy z Carcassonne oraz bezcenne dzieło – arras „Stworzenie świata” z XI wieku.

Kamienne gwiazdy filmu

Żeby dostać się do katedry, trzeba się wspiąć po słynnej escalinata – 96 stopniach barokowych schodów, które przyciągają nie mniejszą uwagę niż sama świątynia i często stają się wspaniałą scenerią w filmach. Katedralne schody zagrały m.in. w „Mnichu” z 2011 r. i w 2015 r. w 6. odcinku 6. sezonu „Gry o tron”.

Ze schodów słynie cała wybudowana na wzgórzu starówka Girony. Zbieg schodów przy romańskim kościele Sant Martí Sacosta (św. Marcina) i barokowym pałacu Agullana tworzy pełen uroku zakątek, który wielokrotnie był scenerią dla wielu hiszpańskich produkcji filmowych, a w 2007 r. stał się miejscem wspaniałych kadrów dla ekranizacji słynnej powieści Patricka Süskinda „Pachnidło”. Kto zna powieść, może tu poczuć ciarki na plecach, dla zmiany nastroju warto więc w labiryncie schodkowych ulic znaleźć którąś z licznych tu restauracji czy kawiarenek i wpaść na małe katalońskie co nieco, może na drobną miejscową przekąskę o nieco skomplikowanej nazwie: pan con tomate y butifarne, oznaczającej nic innego jak chleb z pomidorem i katalońską kiełbaską, a może na deser – przepyszne, pachnące cytryną i cynamonem crema catalana.

2019-06-25 14:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na rybkę? Do Katanii

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 72-73

[ TEMATY ]

podróże

tradycja

Margita Kotas

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Cytrusy i winogrona wyhodowane na południowych stokach Etny, ulice wyłożone bazaltową kostką, zabytkowe świątynie, stare domy o tynkach w kolorze lawy i świeże ryby. Katania zachwyca przybyszów różnorodnością.

Wiele jest powodów, by odwiedzić Katanię. To drugie co do wielkości miasto Sycylii jednych przyciąga zabytkami i swym barokowym klimatem, drugich – bliskością tajemniczej i wciąż groźnej Etny, jeszcze innych, rozmiłowanych w operze – postacią genialnego syna tego miasta, Vincenza Belliniego, który spoczywa w katedrze św. Agaty, a miłośników kuchni – słynną na okolicę pasta alla Norma, nazwaną tak na cześć jednej z oper mistrza. Cokolwiek jednak nie przywiodłoby nas do Katanii, wcześniej czy później, często nawet w sposób niezamierzony, trafimy w końcu na znajdujący się kilka kroków od katedry Mercato dei Pescatori – targ rybny i przepadniemy z kretesem. Ja przepadłam.

Scena operowa

Saaaaarde! Freschisimmi! – Sardynki! Najświeższe! Nawoływanie sprzedawcy jest tak donośne, że podskoczywszy w miejscu, niemal wypuszczam z rąk aparat. Uśmiecha się do mnie od ucha do ucha, zadowolony z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Chociaż nie o wrażenie przecież chodzi. Najważniejsze to szybko sprzedać towar, a ten jest naprawdę najświeższy – na katańskim targu swój połów z prowizorycznych straganów sprzedają miejscowi rybacy. Bazaltowa kostka placu ocieka morską wodą, w powietrzu ogrzewanym sycylijskim słońcem unosi się intensywny zapach morza i ryb. Słońce nie sprzyja świeżości wystawionego tu towaru, dlatego liczą się czas i szybkość. Wiedzą o tym zarówno katańskie gospodynie domowe, które ze znawstwem dokonują przeglądu zawartości straganów, jak i rybacy, którzy z werwą nawołują klientów do swoich stoisk. Okrzyki są nie tylko donośne, ale i niesamowicie śpiewne. Ich melodie, choć konkurencyjne, tworzą niezwykłą harmonię. Zaskakują doskonale postawione głosy rybaków. To zabawne, ale nie w Mediolanie, a właśnie tu, na katańskim targu rybnym, uświadamiam sobie najmocniej, że Włochy to kraj słynnych oper. Jakby nad targiem unosił się duch samego mistrza Belliniego. Otoczony ciemnymi kamienicami placyk jest sceną niezwykłej, powtarzającej się od wieków opery.

Królestwo ryb

Affogaaato! – Ośmiornica! – niesie się z jednej strony. Spaaada! – Miecznik! – odkrzykuje ktoś z drugiej. Orati, dentici! – trzeci głos zachęca do kupienia krewetek. Nie mniejsze wrażenie niż kunszt wokalny rybaków robi na mnie bogactwo ich połowu. Różnorodność ryb i owoców morza jest ogromna. Od drobnych sardynek po ogromne cernie i tuńczyki, ćwiartowane na życzenie klientów tasakami wielkimi niczym topory. Wyglądające jak straszydła żabnice, morszczuki, przeplatane koralem barweny, piotrosze niczym kosmiczne stwory z fantazyjną płetwą grzbietową, różne gatunki dorady, strzępiele, charakterystyczne mieczniki i pałasze ogoniaste – ryby o długich, płaskich ciałach przypominających ostrza piły; jedne rozciągnięte w całej swej długości, inne fantazyjnie zwinięte przez rybaka w rulony srebrzą się w słońcu Sycylii. Kalmary i barwiące ciemną sepią mątwy, a tuż obok małże i omułki. Małe ślimaczki, które desperacko starają się uciec ze skrzynki. Niektórym ta sztuka się udaje, jedne więc swoim ślimaczym tempem zmierzają pod stragany, inne po ich powierzchni suną w kierunku pęczków cebuli, które ni stąd, ni zowąd rozsiadły się wśród morskich stworzeń.

Królestwo ryb wciąga tak mocno, że przestaje się kontrolować czas. Fascynują zarówno różnorodne stworzenia, jak i rybacy, którzy panują niepodzielnie na swoich straganach. Mężczyźni o ogorzałych, pociętych morskim wiatrem twarzach z wprawą ćwiartują i filetują ryby, by po chwili rozpocząć swój wokalny popis nawoływania klientów. Główni aktorzy tego targowego spektaklu bez niechęci spoglądają w obiektyw aparatu, nic sobie nie robiąc z poplamionych rybimi łuskami i wnętrznościami swetrów. W naciśniętych na głowy czapkach, z papierosami w kącikach ust, posyłają szelmowskie uśmiechy turystkom – świadomi bycia częścią składową jednej z największych katańskich atrakcji.

W cieniu wybuchowej sąsiadki

Historia Katanii położonej u południowych podnóży Etny jest z nią dramatycznie spleciona. Miasto założone przez Greków w 729 r. przed Chr. na przestrzeni wieków było wprawdzie zdobywane i przechodziło z rąk do rąk, ale największe zniszczenia zadała mu natura. W 1669 r. część miasta i szesnaście okolicznych wiosek zalała lawa Etny. Z pomocą przerażonym mieszkańcom przyszła patronka miasta – św. Agata, to jej welon wyniesiony w procesji przez ludność zagrodził bowiem drogę i zmienił bieg lawy, która skręciła przed klasztorem Benedyktynów i spłynęła do portu, po czym wdarła się 700 m w głąb morza. Dziś miasto odbudowane w 1693 r., w dużej mierze ma kolor lawy, a wiele budowli w jego starej części jest pokrytych tynkiem z krzemionki robionej z pyłu wulkanicznego. Lawą, która wpłynęła do miasta w pamiętnym 1669 r., wybrukowano część ulic. Imię Etny nosi główna ulica Katanii Via Etnea, gdzie w l`ora del gelato – tzw. porze jedzenia lodów, godzinę przed zmierzchem – mieszkańcy miasta gromadzą się na passegiatę, wieczorny spacer. I choć często spoglądają w kierunku Etny, nie czują lęku, dumni jak ich odbudowane miasto. Nie bez kozery na jednej z bram miasta wykuto napis: „Podnoszę się z popiołów jeszcze piękniejsza”.

CZYTAJ DALEJ

Post a wstrzemięźliwość

2020-02-18 10:26

Niedziela Ogólnopolska 8/2020, str. 57

[ TEMATY ]

post

porady

wstrzemięźliwość

Adobe.stock.pl

Pytanie czytelnika:
Skończyłam 70 lat i słyszałam, że w moim wieku nie muszę już pościć i mogę jeść mięso w piątki. Jak to jest z tym postem w Kościele?

Odpowiedź eksperta

Nasza katolicka wrażliwość podpowiada, że w piątki należy pościć. Co to tak naprawdę oznacza? Kiedy należy przestrzegać postu ścisłego? Warto się zastanowić nad pojęciami wstrzemięźliwości i postu, bo choć wydają się podobne, to jednak istnieje między nimi różnica.

Kiedy wstrzemięźliwość, a kiedy post?

Zarówno wstrzemięźliwość, jak i post są zaliczane do dzieł pokutnych. Oczywiście, dni i okresy pokutne są pojęciami szerszymi i obejmują wszystkie piątki w roku i wszystkie dni Wielkiego Postu, jednak szczególnym obowiązkiem wiernych jest zachowanie postu i wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. Wstrzemięźliwość należy zachować we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość.

Post – określany tradycyjnie ścisłym – obowiązuje w Środę Popielcową oraz w Wielki Piątek, czyli we wspomnienie Męki i Śmierci Pana Jezusa. W te dni obowiązuje również wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

Kogo obowiązuje prawo o wstrzemięźliwości i poście?

Duszpasterze i rodzice zobowiązani są do tego, aby pouczać wiernych o dziełach pokutnych, a także wprowadzać wszystkich w ducha autentycznej pokuty. Nie wszyscy wierni jednak są zobowiązani do zachowania wstrzemięźliwości i postu.

Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje tych wiernych, którzy ukończyli 14. rok życia. Do postu zobowiązane są osoby pełnoletnie aż do rozpoczęcia 60. roku życia.

Grzech ciężki czy lekki?

W wielu pytaniach dotyczących postu i wstrzemięźliwości pojawia się kwestia konsekwencji grzechu – czy jest on lekki, czy może ciężki. Zgodnie z odpowiedzią Kongregacji z 24 lutego 1967 r. przekroczenie prawa kościelnego w tym zakresie bez wyraźnego motywu usprawiedliwiającego jest grzechem ciężkim.

CZYTAJ DALEJ

Duszpasterz trzeźwości: picie alkoholu nie jest oznaką dorosłości

2020-02-25 20:06

[ TEMATY ]

młodzi

trzeźwość

- Jeśli rodzice będą trzeźwi, to i ich dzieci będą trzeźwe – uważa ks. kan. Zbigniew Kaniecki, wieloletni duszpasterz trzeźwości w diecezji płockiej, proboszcz parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej w Białej koło Płocka. – Dzieci powinny zrozumieć, że picie alkoholu nie jest oznaką dorosłości - uważa w Tygodniu Modlitw o Trzeźwość Narodu.

Duszpasterz trzeźwości w diecezji płockiej zwraca uwagę, że w tym roku w czasie Tygodnia Modlitw o Trzeźwość Narodu wiele uwagi poświęca się abstynencji dzieci. O ile jednak do tej pory często mówiło się, że „przez abstynencję dzieci do trzeźwości dorosłych”, to obecnie trzeba jasno powiedzieć, że „postawa dzieci zależy od postawy dorosłych – dzieci naśladują dorosłych”. Jeżeli dorośli – rodzice będą potrafili pokazać swoim dzieciom piękno życia bez alkoholu, to i dzieci „nie będą potrzebowały sięgania po alkohol jako znak dorosłości”.

- Potrzeba, żeby rodziny były trzeźwe, to wtedy i rodzice, i dzieci będą trzeźwe, mając właściwe środowisko wychowawcze. Rodzice, którzy teoretycznie wychowują dzieci do 21 roku życia, powinni zachować abstynencję, czyli przy swoim dziecku nie spożywać alkoholu. Tu chodzi o sprawiedliwość, ale też o przykład, bo w innym razie nie możemy oczekiwać, że młode pokolenie będzie właściwie przyswajało sobie pewne wartości – zaznacza ks. Zbigniew Kaniecki.

Przypomina także spotkanie kard. Stefana Wyszyńskiego z ówczesnym prezydentem Bolesławem Bierutem w 1959 roku. Hierarcha zwrócił prezydentowi uwagę, że opieranie budżetu państwa na monopolu alkoholowym jest niemoralne. Bierut przyznał mu rację, ale żartobliwie powiedział: „Ale Ksiądz Prymas nie zaprzeczy, że większość tego alkoholu wypili katolicy”. Prymas powtórzył więc, że nie zaprzecza.

- Nie mamy wpływu na to, ile alkoholu będzie na rynku, ile będzie punktów jego sprzedaży, bo to zależy od samorządów. Wielu samorządowców nie zwraca na te sprawy uwagi, bo tylko liczy pieniądze, a tych jest więcej, gdy jest więcej podobnych punktów. Wielcy „apostołowie trzeźwości” zwracali uwagę, że nie ma co toczyć bojów z tymi, którzy posyłają dużo alkoholu na rynek, ale należy dążyć do tego, aby ograniczyć jego popyt. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki i kard. Stefan Wyszyński dążyli do tego, aby jak najwięcej osób podejmowało rezygnację z picia alkoholu. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą podjąć ten rodzaj postu, aby wesprzeć tych, którzy mają problemy; aby u Boga wyprosić dar trzeźwości dla całego narodu. To kardynał Wyszyński pierwszy zaczął mówić: „Przez abstynencję wielu do trzeźwości wszystkich” – cytuje dyrektor Diecezjalnego Ośrodka Trzeźwości.

Jego zdaniem, uproszczeniem jest stwierdzenie, że ksiądz jest wrogiem alkoholu. Alkohol jest potrzebny w różnych gałęziach przemysłu (spożywczym, farmauceutycznym, kosmetycznym itd.). Kościół naucza jednak, że rezygnacja z picia jest najlepszym sposobem, aby zmieniło się oblicze ziemi. Można obyć się bez alkoholu i można dobrze się bez niego bawić.

- Źle się dzieje, jeśli w polskich domach wizyta gości kojarzy się ze stawianym na stole alkoholem. Jest przymus picia, a czasami nawet szantaż. Powinniśmy dąży

do tego, aby odmowa picia była przyjmowana bez obrazy, żeby pił ten, który chce i nie pił ten, który nie chce – podkreśla ks. Kaniecki.

Jego zdaniem beatyfikowany niebawem kardynał Wyszyński, to właściwy patron dla modlących się o trzeźwość rodzin. – Niektórzy zastanawiają się, czy to nie jest przesadą nazywanie go „apostołem trzeźwości”. Prymas Wyszyński był nim jednak z całą pewnością. Po pierwsze, w życiu prywatnym był abstynentem, poza tym był prezesem koła abstynentów w seminarium włocławskim. Uczestniczył w pierwszym, przedwojennym Kongresie Trzeźwości w Warszawie, a sprawozdanie z niego zamieścił w „Ateneum Kapłańskim”. Zrobił wiele rzeczy w tej dziedzinie dla diecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej jako ich szczególny pasterz, ale i dla Kościoła w Polsce – uważa duszpasterz.

Dodaje, że to za czasów działalności kard. Wyszyńskiego zostały uchwalone wytyczne dla kościelnej akcji trzeźwości w 1959 roku, później znowelizowane w 1971 roku. Był on też twórcą Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, w których jest mowa o problemie alkoholowym w Polsce, a odpowiedzią na Śluby była Krucjata Wstrzemięźliwości, powołana przez ks. Blachnickiego. Niestety, ówczesne władze szybko ją rozwiązały. Poza tym jeszcze przed aresztowaniem Prymasa, władze komunistyczne doprowadziły do zniszczenia Bractwa Trzeźwości. Jeszcze za jego życia podjęto próbę ich reaktywacji, działo się to przed jubileuszem 600-leciem obecności Matki Bożej na Jasnej Górze. Ostatecznie udało się to już po śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego, w roku 1982.

Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu w polskim Kościele rozpoczął się 23 lutego, a zakończy 29 lutego. Także w diecezji płockiej w tygodniu tym inicjowane są modlitwy w intencji trzeźwości diecezjan. Od środy popielcowej w wielu kościołach wyłożone będą tzw. księgi trzeźwościowe dla osób, które w Wielkim Poście zrezygnują z picia alkoholu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję