Reklama

Niedziela Łódzka

Plecak ewakuacyjny

Sytuacja hipotetyczna… Jak byśmy się zachowali w obliczu rzeczywistego zagrożenia wojną? Coś niecoś już o tym wiemy dzięki Instytutowi Badań Pollster. W sondażu, przeprowadzonym miesiąc temu dla Super Expressu, zadano respondentom pytanie: „Czy planujesz wyjazd z Polski w razie rosyjskiej agresji?” Zamiar pozostania w kraju zadeklarowało 70 proc. badanych. Reszta odparła, że chce wyjechać. Ileż plecaków ewakuacyjnych można będzie dla tych 30. proc. sprowadzić z Chin i sprzedać! Jaki lukratywny biznes nagle się otworzy!

[ TEMATY ]

felieton (Łódź)

Monika Łukaszów

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jeśli do tego dojdzie, to pożegnamy te 30 proc. uchodźców na dworcach, lotniskach, przejściach granicznych i drogach wyjazdowych z wielkich miast. Nie będziemy za bardzo po nich płakać. Raczej rozstaniemy się z nimi w poczuciu ulgi i litości. A potem wrócimy do domu, aby –wysłuchawszy komunikatu „Polacy, nic się nie stało!” – otoczyć jak najtroskliwszą opieką dzieci i wnuki. Tylko tyle będziemy mogli zrobić. I to zrobimy.

W latach komuny popularny był makabryczny dowcip: Co zrobić, kiedy wybuchnie wojna atomowa…? Nic, przykryć się Trybuną Ludu i spokojnie czołgać się do najbliższego cmentarza. „Teraz będzie trzeba przykryć się Wyborczą” – zażartował kolega, któremu przypomniałem tamten stary wic. Bo pomyślmy: łańcuchy dostaw zerwane, zapasy się kończą, wokół fruwają ruskie drony, służby ścigają Zbigniewa Ziobrę... istny Armagedon! Trzeba by zapytać Ukraińców, jak przeżyć realia wojny „pełnoskalowej”? Ale czy będą chcieli z nami gadać?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Na portalu Fronda red. Piotr Semka opisał, jak – po ataku Rosjan – może wyglądać ucieczka z Polski red. Moniki Richardson. Otóż będzie to typowa Mission impossible. Ja – jakieś 20 lat temu – przedstawiłem (w miesięczniku Piotrkowska 104) wizję dyslokacji ludności cywilnej po wybuchu wojny: Drogi wylotowe z miast zbombardowane, wszędzie monstrualne korki, przerażeni ludzie tkwią w swoich autach, niektórzy porzucili je i uciekli, część modli się na różańcu. Dziś dodałbym jeszcze młodzież rozpaczającą z powodu wyłączonego Facebooka.

Ostatnio obejrzałem w Internecie filmik, na którym pan wicepremier Kosiniak-Kamysz demonstruje panu red. Stanowskiemu swój słynny plecak ewakuacyjny z zawartością. W plecaku nie było różańca, a może był, tylko wicepremier krępował się go pokazać. Kto wie, czy właśnie różaniec nie okaże się najpotrzebniejszym „sprzętem”, np. w korkach przy wyjeździe z miast. Na twarzy wicepremiera (podobnie jak na mojej) często ostatnio gości wyraz bezbrzeżnego smutku. Czy Państwo też to zauważyliście: Kiedy pan Kosiniak-Kamysz siedzi w sejmie obok premiera Tuska, ze złożonymi dłońmi i spuszczoną głową, wygląda jakby cierpiał męki. Przypomina frasobliwego świątka, wyrwanego ze wsi do miasta, którego opłakany los opisał w swej piosence Kazimierz Grześkowiak: „Ten pan chyba zgłupiał z syćkim, wziął i wyjął mnie z kapliczki. A na koniec tej sromoty zawiózł mnie do miasta potem. Rzekła tego pana żona: >>Świątka damy do salona!<< A tam u nas jesień cicha, wiatr umiera, pieśń usycha…”

Wrzesień minął, pieśni usychają, a ja nie mogę zapomnieć opowieści mojej matki o pierwszych dniach wojny. Rodzice w sierpniu 1939 r. wzięli ślub w pabianickim kościele. Ojciec poszedł na front, wezwany do kierowania szpitalem polowym. Matka przedzierała się do Warszawy w grupie ludzi, którzy sądzili, że tam będzie bezpieczniej. Co pewien czas nad szosę nadlatywały messerschmitty i strzelały do cywili. Wtedy cywile rozbiegali się po przydrożnych zaroślach. Kiedy samoloty odlatywały, szli dalej, zostawiając zabitych... Myśleć o tym, co wtedy przeżywała moja matka, jest moim dozgonnym obowiązkiem.

A co przeżywał ks. Ignacy Chartliński z parafii w Działoszynie, gdy w pierwszą noc po wybuchu wojny trwał na Adoracji? Nie zaplanował ucieczki, nie miał przygotowanego plecaka. Wczesnym rankiem 02.09.1939. żołnierze Wehrmachtu wywlekli go z kościoła i zastrzelili. Uniknął losu 1870. polskich księży uwięzionych w obozie w Dachau. Połowa z nich zmarła w nieludzkich warunkach. Prawdopodobnie był pierwszym polskim kapłanem zabitym na tej wojnie. Pamiętajmy. I módlmy się. Na razie tylko tyle możemy zrobić.

2025-10-12 11:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wysoka cena Świąt

[ TEMATY ]

felieton (Łódź)

Adobe Stock

Co prawda tegoroczne święta Bożego Narodzenia już powoli za nami, niech mi jednak będzie wolno złożyć Państwu z ich okazji najszczersze życzenia. Mianowicie życzę Państwu, aby tegoroczne święta kosztowały dużo. Bardzo dużo.
CZYTAJ DALEJ

Ludwikowice Kłodzkie. Pożegnali człowieka, który był blisko ludzi i Kościoła

2026-09-24 13:06

[ TEMATY ]

pogrzeb

bp Ignacy Dec

Ludwikowice Kłodzkie

Henryk Morel

ks. Andrzej Adamiak

Bp Ignacy Dec podczas ostatniego pożegnania śp. Henryka Morela na cmentarzu w Ludwikowicach Kłodzkich.

Bp Ignacy Dec podczas ostatniego pożegnania śp. Henryka Morela na cmentarzu w Ludwikowicach Kłodzkich.

Przez lata pracował pod ziemią, a po pracy znajdował czas dla rodziny, sąsiadów i parafii. Śp. Henryka Morela pożegnano 22 września w kościele pw. św. Michała Archanioła. Mszy pogrzebowej przewodniczył bp senior Ignacy Dec, przy ołtarzu stanął także proboszcz miejscowej wspólnoty ks. Rafał Śliwiński.

– Życie nasze się zmienia, ale się nie kończy – przypomniał biskup na początku Eucharystii. Wyrazy współczucia skierował do Marianny, żony zmarłego, oraz ich synów: Krzysztofa, Dariusza i Pawła, a także do całej rodziny. Zapowiedział, że modlitwie będą towarzyszyć dwie intencje: dziękczynienie Bogu za życie Henryka i dobro, które uczynił, oraz prośba o miłosierdzie i życie wieczne dla niego.
CZYTAJ DALEJ

Kresowianie spotkali się w Miliczu

2026-09-26 11:48

ks. Łukasz Romańczuk

Uczestnicy Mszy świętej

Uczestnicy Mszy świętej

Po 12 latach w Świątnikach, gdzie u boku Matki Bożej Bolesnej odbywały się spotkania Kresowian z Dolnego Śląska, przenosimy te spotkania do Milicza - zaznaczył ks. Zbigniew Słobodecki, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Miliczu

Zjazd rozpoczął się od Eucharystii pod przewodnictwem ks. Słobodeckiego. Wśród kapłanów koncelebrujących był także ks. Józef Juźków. Na tę uroczystość słowo napisał także metropolita wrocławski: - Teraz to Milicz stał się miejscem, które gromadzi was na modlitwie, spotkaniu i wzajemnym dzieleniu się wspomnieniami [...] Pamięć o kresach nie może być tylko wspomnieniem przeszłości, ale także spojrzeniem w przyszłość - pisał abp Józef Kupny, wskazując, że pamięć historyczna jest ważna, i należy ją pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom. - Pamięć staje się żywa, gdy zostaje przekazana dalej. To zdanie jest ważne, zwłaszcza, że wiele świadectw odchodzi wraz z pokoleniami - napisał metropolita wrocławski, udzielając wszystkim uczestnikom spotkania błogosławieństwo.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję