Reklama

Kultura

O nieznanych listach matki Sienkiewicza

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Muzeum w Oblęgorku posiada dwa listy Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej (1820-73) do siostry Aleksandry Dmochowskiej: jeden z 12 czerwca 1872 r., drugi niedatowany – według moich ustaleń, z roku 1873, sprzed marca. Oba zostały napisane w Woli Gułowskiej (woj. lubelskie), gdzie pani Stefania mieszkała pod koniec życia z córką Zofią, i wysłane pod warszawski adres „drogiej Oluni”, co wynika z ich treści. Choć rękopisy nie mówią nic o Henryku Sienkiewiczu, są godne uwagi, bo dostarczają nowej wiedzy o matce pisarza.

Proste i serdeczne w tonie listy świadczą o tym, że autorka ma czułe serce i mocną wiarę. Jest troskliwą matką, czego dowodzą słowa: „Zosia mi znowu bardzo chorowała, zatem czas cały miałam przy niej zajęty”. Nie będąc babcią, cieszy się wnukami siostry; jednego z nich nazywa dowcipnie „ukochanym gagatkiem”; z radością przyjmuje zapowiedź powiększenia się rodziny: „Słyszałam, że wszystkie trzy synowe Twoje przy nadziei, familia się mnoży, daj Boże dla niej wszystko dobre”. Stęskniona i osamotniona, wyraża nadzieję zobaczenia Oluni, prosi: „Daj nam Boże doczekać lata, żebyś Ty znowu przyjechała w te strony, bo wtedy inaczej się żyje”. Dla siostrzeńców – wyrozumiała, więc usprawiedliwia brak ich wizyt: „Ani Zygmunt, ani Janusz nie zaglądają do mnie całą zimę; żony ich też mają teraz każda po małym dzieciątku, nie wyjeżdżają zapewne”. Siostrę wspiera duchowo, błogosławi: „Niech Cię Bóg szczęśliwie prowadzi, gdzie się tylko obrócisz, wszędzie mieć będziesz za sobą modlitwę dzieci i rodzeństwa”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ponadto w listach matka Sienkiewicza okazuje swój patriotyzm, optymistycznie zapatruje się na przyszłe losy kraju, gdy informuje adresatkę o szczęśliwym zakończeniu sprawy niejakiego Bartolda, sybiraka: „Dano znać z powiatu, że powraca z Syberii najpóźniej w marcu. Jest to ten sam, o którego uwolnienie nudziłam Was przez czas jakiś, kochane Siostry. Rzeczy się więc jakoś składają i może Bóg da, że się na dobre obrócą, czekać tylko trzeba cierpliwie”. Ułaskawienie zesłańca należy więc uznać za efekt działań podjętych przez panią Stefanię z udziałem zarówno najstarszej siostry Aleksandry, jak i młodszej – Haliny, kanoniczki ze zgromadzenia warszawskiego.

Reklama

Lektura korespondencji pozwala wnioskować o silnej empatii pani Sienkiewiczowej. Zdolność służenia pożytecznym czynem, dobrym słowem, modlitwą cechowała człowieczeństwo tej dobrej, wrażliwej, spolegliwej kobiety (właśnie taki był też jej syn!). O sobie wolała nie myśleć, nie chciała się leczyć. Za siostrzane rady podziękowała: „Ani doktór, ani wody, o których troskliwie wspominasz, ani żadna kuracja niepotrzebne. Nie mam żadnych powodów chcieć przedłużenia życia cierpkiego, które wlokę, nie będąc już nikomu potrzebną ani użyteczną; czym krócej cierpieć będę, tym lepiej”. W wyborze, jakiego dokonała, przejawiły się jej zdecydowany charakter, silna wola, stanowczość. I niewzruszona wiara. Pojednana z Bogiem, gotowa odejść, wyda ostatnie tchnienie z ulgą, w nadziei szczęścia wiecznego. Przyczyny przedwczesnego wyczerpania, skutkującego niezadowoleniem z samej siebie, poczuciem nieprzydatności, brakiem motywacji do życia na około rok przed śmiercią, są liczne, np. postępująca choroba. Takie objawy, jak chroniczne ogólne osłabienie czy obrzęk nóg, wskazują, że chora cierpiała na niewydolność krążenia. Poważne schorzenie przyspieszyło jej zgon.

Zachowane listy pozwalają uszczegółowić biografię Sienkiewicza. Wyjaśniają choćby, dlaczego przedłużył on pobyt u matki, do której przyjechał z Warszawy na imieniny (jak co roku) w pierwszych dniach września 1872 r. Zaniepokojony jej złym stanem zdrowia z pewnością podejmował jakieś środki zaradcze, co wymagało czasu. Strata matki (1 września 1873 r.) była dla niego ciosem, jej śmierć przeżywał w samotności, bo Okrzeję po pogrzebie niezwłocznie opuścił („śpieszył się z powrotem do Warszawy, jako członek redakcji «Gazety Polskiej»” – ze wspomnień prof. Ignacego Chrzanowskiego). Dwa miesiące później napisze: „Pamięć o umarłych odradza żywych”. Te słowa znajdują się na pomniku „Matka i Syn”, wzniesionym przy grobie Stefanii Sienkiewiczowej z inicjatywy prof. Lecha Ludorowskiego (prezesa Towarzystwa im. Henryka Sienkiewicza), dzięki ofiarności rodaków z kraju i zagranicy. Od dwóch lat piękny monument góruje nad tą ważną dla kultury i historii Polski mogiłą oraz nad całym okrzejskim cmentarzem, jakby głosił światu wyznanie synowskiej miłości: „Imię Stefania, to znaczy: Uwieńczona” (H. Sienkiewicz, „Rodzina Połanieckich”).

2015-05-05 14:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kwadrans z literaturą

Z inicjatywy Teresy Misiuk, przewodniczącej sekcji oświaty przy lubelskim NSZZ „Solidarność”, w Dniu Edukacji Narodowej rozpoczęła się akcja pod hasłem: „Lublin recytuje - kwadrans z polską literaturą klasyczną”

Przed wejściem do ratusza 14 października dzieci ze szkół podstawowych wyrecytowały „Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy. Następnie popłynęły najpiękniejsze strofy z „Pana Tadeusza”, odczytane m.in. przez abp. Stanisława Budzika, prezydenta miasta Krzysztofa Żuka oraz wokalistę „Budki Suflera” Krzysztofa Cugowskiego. Przez 30 dni, począwszy od Dnia Edukacji Narodowej aż do 12 listopada na lubelskim deptaku czytane będą utwory polskich pisarzy i poetów.

CZYTAJ DALEJ

Świadectwo: Maryja działa natychmiast

Historia Anny jest dowodem na to, że Bóg może człowieka wyciągnąć z każdej trudnej życiowej sytuacji i dać mu spełnione, szczęśliwe życie. Trzeba tylko się nawrócić.

Od dzieciństwa była prowadzona przez mamę za rękę do kościoła. Gdy dorosła, nie miała już takiej potrzeby. – Mawiałam do męża: „Weź dzieci do kościoła, ja ugotuję obiad i odpocznę”, i on to robił. Czasem chodziłam do kościoła, ale kompletnie nie rozumiałam, co się na Mszy św. dzieje. Niekiedy słyszałam, że Pan Bóg komuś pomógł, ale myślałam: No, może komuś świętemu, wyjątkowemu pomógł, ale na pewno nie robi tego dla tzw. przeciętnych ludzi, takich jak ja.

CZYTAJ DALEJ

O komiksach Juliusza Woźnego w szkole

2024-04-29 22:29

Marzena Cyfert

Juliusz Woźny w SP nr 17 we Wrocławiu

Juliusz Woźny w SP nr 17 we Wrocławiu

Uczniowie starszych klas SP nr 17 we Wrocławiu gościli Juliusza Woźnego, wrocławskiego historyka i autora komiksów. Usłyszeli o Edycie Stein, wrocławskich miejscach z nią związanych, ale też o pracy nad komiksami.

To pierwsze z planowanych spotkań, które zorganizowały nauczycielki Barbara Glamowska i Marta Kondracka. – Dlaczego postanowiłem robić komiksy? Otóż z myślą o takich młodych ludziach, jak Wy – mówił Juliusz Woźny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję