Reklama

Niedziela Sandomierska

Wojna postu z karnawałem, czyli czas na wielkopostny minimalizm

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Propozycja nie tylko na Wielki Post, ale może i na resztę życia. W czasach konsumpcji i kupowania tego, czego oczy zapragną, a portfel wytrzyma, dość nietypowa, bo namawiająca do pozbywania się z życia wielu rzeczy, przedmiotów, ciuchów, mebli, itd... Ale także – co niezmiernie ważne – toksycznych znajomości, przyzwyczajeń, słabości, czy nawet nałogów. Bo umawiamy się, że pracujemy w Wielkim Poście także, a może przede wszystkim, nad naszą duchowością, relacją z Panem Bogiem, często bardziej rozbałaganioną, niż życie zewnętrzne.

Coraz modniejszy ostatnio minimalizm ma chrześcijańską twarz i praktykowany był już od czasów ojców pustyni i eremitów. Zwał się ascezą. Minimalizm jest jego wersją lżejszą, dającej się wprowadzić w normalne życie przeciętnemu Kowalskiemu. Ci, którzy podjęli się zadania oczyszczania swego życia ze wszystkiego, co niepotrzebne, przekonują, że samoograniczanie się jest lekiem na wiele współczesnych bolączek dnia codziennego. Jak np. ustawiczny brak czasu, pustki w portfelu, kłopoty w relacjach z bliskimi, ale nade wszystko – na pustkę duchową i szukanie sensu życia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wielki Post wydaje się dobrym czasem, by minimalizm praktykować. Może zamiast popularnego odmawiania sobie słodyczy pójść o krok dalej?

Czym jest minimalizm?

Reklama

Świadomą rezygnacją z nadmiaru rzeczy, ograniczanie się, narzucanie sobie dyscypliny w pewnych zachowaniach. Najprościej sprawę ujmując – jest to upraszczanie życia, które powinno nas uszczęśliwić. Samoograniczanie się ma sprawić byśmy przestali chodzić jak w kieracie, byśmy więcej czasu poświęcali własnemu rozwojowi, w tym duchowemu, rodzinie, przyjaciołom, własnym pasjom. Tylko to nie zrobi się samo. Jak wszystko co cenne w życiu wymaga od nas wytrwałości i samozaparcia.

Dla jasności kilka przykładów. Ania i Wojtek z Sandomierza, małżeństwo z 15-letnim stażem, przeczytało w ubiegłym roku książkę, Anny Mularczyk-Meyer: „Minimalizm po polsku”, w której można znaleźć m.in. rozmowy z dominikanimem o. Krzysztofem Pałysem i katolickim małżeństwem z podobnym doświadczeniem życiowym jak Anka i Wojtek. Przegadali jej treść solidnie i postanowili spróbować. Autorka proponowała bowiem skupienie się na świadomej relacji z Panem Bogiem, umiar, prostotę, zadowolenie z aktualnego stanu posiadania, wstrzemięźliwy stosunek do pieniędzy. Słowem postawę, nad którą powinien pracować każdy chrześcijanin.

Reklama

Anka i Wojtek, choć nie był to akurat Wielki Post, w ciągu 5 wolnych dni, przekopali swój dom pozbywając się rzeczy, których nie nosili (ubrania), nie używali (gadżety), nie lubili (meble oraz rozmaite drobiazgi z wyposażenia). Uzbierali w ten sposób całą górę rzeczy, którą przewieźli do punku pomocy doraźnej Caritas na ul. Opatowskiej w Sandomierzu, by posłużyły biedniejszym od nich. Natomiast w koszu wylądowała cała przetworzona żywność, która zalegała na kuchennych półkach, z czipsami i zupkami w proszku na czele. Wyrzucili, bo doszli do wniosku, że nie fair byłoby oddawanie tej trucizny innym. Postanowili jeść mniej i prościej – wykorzystując stare polskie przepisy, czyli dużo kaszy i zero fast foodów. Do pracy zagonili także swoje nastoletnie dzieci, które początkowo z oporem poddały się temu „szaleństwu” rodziców.

Wyrzeczenie wielopokoleniowe

Wojtek mówi, że ograniczenia można wprowadzać indywidualnie, albo namówić na nie całą rodzinę. Wtedy jest trudniej i łatwiej jednocześnie. Trudniej, bo trzeba najpierw przekonać domowników, a potem jakoś ogarnąć żywioł, który z tego wynika. Wyłamanie się choćby jednej osoby stawia pod znakiem zapytania sens przedsięwzięcia i co mocno je utrudnia.

– Jest to rodzaj wojny postu z karnawałem. Dlatego nie polecam jakiejś domowej rewolucji. Uważam, że najlepiej zacząć od siebie i np. od współmałżonka. Co proponuję na początek? Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile czasu kradnie nam telewizja i Internet. Pamiętam, że obiecaliśmy sobie z żoną, że przez tydzień nie zaglądamy w komputer. Płacimy tylko rachunki przez Internet i nic więcej. Pierwsze dni były okropne. Czułem się jak narkoman po odstawieniu prochów. Przy okazji przyszła refleksja o skali wewnętrznego uzależnienia.

Reklama

– To opróżnienie mieszkania z nagromadzonych po szafach stert rzeczy ma działanie niemal uzdrawiające. Oddaliśmy te rzeczy biednym i od razu poczuliśmy się lepiej. Zastrzegam, że były to mało używane, dobre gatunkowo rzeczy. Potem postanowiliśmy ograniczyć oglądanie telewizji. Jeden program informacyjny dziennie i jeden wybrany wcześniej film. Z wyjątkiem tych godzin, telewizor jest wyłączony. Dzieci bardzo protestowały, bo u nas dotąd siadywało się wieczorami na kanapie i wlepiało oczy w telewizor. Teraz meblem numer jeden stał się stół. Jemy przy nim, rozmawiamy, dyskutujemy, niedawno nawet śpiewaliśmy kolędy– chyba pierwszy raz poza Wigilią. Pojawiła się w naszym domu nowa jakość – spokój. – Wojtek jest wyraźnie zadowolony z osiągnięć swojej rodziny. Żona Anna dodaje: – Podczas ubiegłorocznego Wielkiego Postu postanowiliśmy dać następny krok. Obliczyliśmy, że chodzenie naszej 4-osobowej rodziny do supermarketu wcale nie jest ekonomicznie opłacalne. Kupujemy nie tyle za dużo, ile niepotrzebnie. Głównie dla dzieci. Namówiliśmy je, że do Wielkiej Nocy nie jemy czipsów czy innego wysokoprzetworzonego świństwa, nie pijemy coli i innych kolorowych napojów. Tak na próbę, czy wytrzymamy... Udało się i zysk tym większy, że dzieci incydentalnie proszą teraz o takie rzeczy. Myślę, że mają odtruty organizm. Polecamy teraz takie czipsowo– chrupkowe wyrzeczenie znajomym i wielu podchwytuje pomysł.

Polski nawyk

Maria, emerytowana nauczycielka, jest zdania, że ten polski nawyk do gromadzenia rzeczy, to relikt przeszłości. Z czasów komuny, a nawet wcześniej – z okresu zaborów. Polak musiał być zaradny, żeby przetrwać. To nasza cecha narodowa, na którą obecnie nałożył się jeszcze rozbuchany konsumpcjonizm. – Nawet jak nas nie stać, to kupujemy. Najczęściej na kredyt. Aż mamy tak dużo pożyczek, że się dusimy. Po co ludziom w małych blokowych mieszkaniach telewizory na pół ściany?! – dziwi się Maria. – A jednocześnie wielu ludzi nie odnajduje radości w swoim życiu. Krótka radość z nowego przedmiotu czy ciucha, a potem wyrzuty sumienia, że się traci pienieniądze. Jednocześnie większości nie stać na zmiamy. Boją się jakiejś rewolucji, podczas gdy prawdziwa przemiana zaczyna się od małych kroczków, od takiego dreptania... Weźmy to popularne odmawianie sobie słodyczy w Wielkim Poście. Dla niektórych umartwienie, które kończy się wraz z dzwonami na Rezurekcję. A potem napychamy się ciachami do pełna, tak? Trochę bez sensu. Zaprzepaszczamy całą 40-dniową pracę nad sobą. Pociągnijmy to dalej...– namawia Maria.

Reklama

Dla wielu z nas prawdziwym wyrzeczeniem będzie zamrożenie swoich wydatków ponad te niezbędne. Rachunki plus wydatki na jedzenie i te niezbędne na odzież. A jeśli umówimy się, że w Wielkim Poście nie kupimy sobie nic z ciuchów, ani z butów... A panowie – ani jednego gadżetu? Takie oglądanie każdej złotówki przyda się wielu z nas. Przecież wokoło żyją ludzie, którzy liczą się z każdym groszem. – Powiem tak, zamroziłam wydawanie pieniędzy ponad niezbędne minimum i pod koniec miesiąca nie wierzyłam własnym oczom. – mówi Anka. – Gdy bywało ciężko wzywałam na pomoc Anioła Stróża.

Wielki Post, nowe otwarcie

Czas Wielkiego Postu doskonale nadaje się do nałożenia sobie cugli. Minimalizm po katolicku, to przede wszystkim praca nad charakterem. A pracować nad sobą trzeba zawsze, bez względu na wiek. Nieporozumieniem jest myślenie, że jeśli mam 30., 40. albo 50. lat, to już się nie zmienimy. Jestem jaki jestem i cześć. Tymczasem w każdym czasie istnieje szansa na uporządkowanie swojego otoczenia i relacji. Tylko jedna uwaga – trzeba zacząć od sobie i modlić się o wytrwanie.

Po pierwsze ludzie. Nie użerać się z osobami, które niewiele dla nas znaczą. Za to skupić się na tych, których kochamy, na których nam zależy – rodzina i przyjaciele. Przemyśleć Chrystusowe „Miłuj bliźniego”, pamiętając, że nie oznacza to przyzwolenia na niszczenie naszego życia przez ludzi toksycznych, którzy sprowadzają nas na złą drogę, dręczą psychicznie, bezwzględnych egoistów nastawionych tylko na branie.

Po drugie otoczenie. Uporządkuj przestrzeń wokół siebie. Dosłownie. Posprzątaj. Oddaj niepotrzebne ubrania, meble, sprzęty ludziom, którzy ich potrzebują. Miej w tym szeroki gest. Mniej znaczy więcej. W tej przestrzeni, która powstanie wokoło pozwól wejść Panu Bogu. Nie zapychaj jej własnymi chciejstwami, pozwól działać Dobru i Miłości. Módl się o to, proś, domagaj się...

Reklama

Po trzecie działaj. Codziennie rano napisz na kartce trzy rzeczy, które trzeba załatwić od razu i trzy mniej pilne, które w ciągu całego dnia. A obok – rzeczy, których dziś robić na pewno nie będziesz, np. nie napiję się alkoholu, nie pójdę do centrum handlowego, nie będę siedzieć w Internecie – czyli na Facebooku i Twiterze, i co kwadrans sprawdzać poczty, nie będę na kawie z przyjaciółką obmawiała innych.

Jeśli zajmujesz się jakąś sprawą, to skoncentruj się na niej maksymalnie – nie myśl jednocześnie, co ugotować na obiad i kiedy odstawić auto do mechanika. Nie rozpraszaj się.

Po czwarte – czas. Ciągle nam go brakuje. Warto przyjrzeć się na spokojnie proporcjom tego czasu. Jedno, co można określić w miarę precyzyjnie, to czas spędzony w pracy. A reszta dnia? Ile tracisz na głupawe pogaduchy, na łażenie po sklepach, ile wylegujesz się przed tv lub komputerem? Tylko nieliczni z nas mają tak zapełniony dzień, że trudno wcisnąć tam choćby chwilę wolną. Reszta, i to jest smutna prawda, sporo tego czasu marnuje. Prostym zabiegiem jest zapisanie wieczorem planu dnia. Co się robiło i w jakim czasie. Tylko szczerze. A potem należy tylko odwrócić proporcje... Prac ciężka, ale efekty widoczne będą szybko.

I najważniejsze – zatankuj paliwo dla duszy. Bez tego nie da się żyć jak człowiek. Znajdź czas na modlitwę. To warunek konieczny. Czasem warto zdać sobie sprawe ile dziennie poświęcamy na pielęgnowanie ciała, a ile na duszę, na wewnętrzny dialog z Bogiem. Bez wymiaru duchowego wszystko, co wyżej opisane stanie się co najwyżej działaniem na poziomie mechanicznym. Wypalisz się prędzej niż sądzisz. Z takiego bezdusznego organizowania sobie życia bierze się potem poczucie pustki i niespełnienia.

Zachęcamy do twórczego podejścia do tegorocznego Wiekiego Postu. Pamiętajmy jednak, że wojna postu z karnawałem trwa w nas przez cały rok. Nieustannie przecież większość boryka się z własną niedoskonałością i błędami.

2015-02-12 13:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielki Post. Czterdzieści ważnych dni

Liturgia okresu Wielkiego Postu ma bogatą historię. Był to najpierw czas ostatecznego przygotowania kandydatów do przyjęcia chrztu w Wigilię Paschalną.

Wszystko zaczyna się od posypania głów popiołem. - Osobiście bardzo się cieszę na Środę Popielcową - dzieli się w rozmowie o. Samuel Pacholski, paulin, proboszcz parafii pw. św. Józefa w Świdnicy. - Słyszymy wtedy słowa nawołujące do nawrócenia, do rozpoczęcia nowego życia. Nawrócenie, czyli początek nowego życia, prenatalnego życia duchowego, które rozkwitnie w Wielkanoc. Wielki Post obfituje w Słowo Boże, nabożeństwa, rekolekcje. Jest to okres ofiarnej pracy duszpasterskiej. Wielu okazji zbliżania się do Boga przez wiernych. W tym okresie będziemy przeżywać kulminacyjny, piękny liturgicznie Wielki Tydzień. Najważniejsze wydarzenie liturgiczne w ciągu całego roku. Warto od samego początku dać się wciągnąć w ten okres wymagający od nas ofiarnego uczestnictwa - podkreśla paulin. Jako proboszcz zaprosił swoich parafian do specjalnej pielgrzymki na Jasną Górę w intencji dobrze przeżytego Wielkiego Postu. - To długi, siedmiotygodniowy okres. Potrzeba więc, abyśmy jako wspólnota świadomie go przeżyli - zauważa. W swoim przesłaniu na tegoroczny Wielki Post papież Benedykt XVI wskazuje na miłość jako odpowiedź na wiarę w Boga. - Za każdym razem, kiedy zapominamy o miłości, wierze, możemy zmarnować dany nam czas, również Wielki Post - podkreśla o. Mirosław Grakowicz, redemptorysta, proboszcz bardzkiej bazyliki. - Naszą odpowiedzią na wiarę w Boga musi być miłość, wyrażana w konkretnej postawie wobec Boga i ludzi. Trudno kochać Boga, którego nie widzimy, jeśli nie kochamy człowieka, którego widzimy. Dobrze się stało, że papież Benedykt XVI wskazuje właśnie na te zależności. W Wielkim Poście czyńmy konkretną miłość - jałmużnę, podejmijmy wyrzeczenie - post i wzmacniajmy się - modlitwą - zachęca zakonnik.
CZYTAJ DALEJ

Jezus mnie nie potępia, ale bardzo pragnie, abym się zmienił na lepsze

2025-04-02 14:38

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

źródło: wikipedia.org

"Chrystus i jawnogrzesznica", Nicolas Poussin (1653 r.)

Chrystus i jawnogrzesznica, Nicolas Poussin (1653 r.)

Ważne jest, aby w każdej sytuacji kryzysowej, którą przeżywam, zaprosić Jezusa. On jest pomocą, światłem i On udziela łaski, aby z trudności wyjść i stać się lepszym czy mądrzejszym.

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».
CZYTAJ DALEJ

Bł. ks. Jan Merlini nie bał się świętości

2025-04-05 17:30

Marzena Cyfert

Msza dziękczynna za beatyfikację bł. ks. Jana Merliniego

Msza dziękczynna za beatyfikację bł. ks. Jana Merliniego

Święci są po to, by świadczyć o powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie. Jan był świadomy tej godności, tego powołania i swojej drogi ku Bogu. I ta świadomość kształtowała jego życie oraz posługę kapłańską. Wiedział, kim jest i dokąd zmierza – mówił abp Józef Kupny o bł. ks. Janie Merlinim.

Metropolita wrocławski przewodniczył Mszy św. dziękczynnej za beatyfikację włoskiego kapłana, współpracownika św. Kaspra del Bufalo. Wspólna modlitwa we wrocławskiej katedrze zgromadziła kapłanów archidiecezji, siostry Adoratorki Krwi Chrystusa, które przygotowały uroczystość, siostry misjonarki Krwi Chrystusa, misjonarzy klaretynów, przyjaciół i dobroczyńców zgromadzeń oraz czcicieli Przenajdroższej Krwi Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję