Reklama

Saga rodu Łuciuków

Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 24-25

ANNA WYSZYŃSKA

Juliusz Łuciuk z rodziną

Juliusz Łuciuk z rodziną

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Częstochowę i Włodawę dzieli ponad 400 km. W początkach XX wieku pielgrzymka na Jasną Górę musiała trwać dobrych parę dni. Nie wiadomo, jak długo podróżował włodawski farmaceuta Stefan Łuciuk z kilkunastoletnim synem Andrzejem, ale jest faktem, że podczas pielgrzymki syn odkrył swoje życiowe powołanie. Olśniony atmosferą sanktuarium, śpiewem chóru i grą organów, oznajmił ojcu, że zostanie muzykiem.

Tu bije źródło

Historię rodziny, w której obecnie dorasta czwarte już pokolenie muzyczne, poznaję w wypełnionym pamiątkami krakowskim mieszkaniu Juliusza Łuciuka. - Zgodnie ze swoim pragnieniem, mój ojciec trafił do Szkoły Muzycznej Ludwika Wawrzynowicza w Częstochowie, a po jej ukończeniu w 1911 r. został akompaniatorem Kapeli Jasnogórskiej - opowiada Juliusz Łuciuk. - Równolegle pogłębiał studia muzyczne i cztery lata później został głównym organistą klasztoru. Był pomysłowym improwizatorem gry na organach, niezastąpionym akompaniatorem orkiestry i chórów, a także doskonałym pianistą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wspaniałe perspektywy artystycznego rozwoju przerwała choroba. Za radą lekarzy Andrzej Łuciuk wraz z żoną Katarzyną z domu Raczyńską, synem Edwardem i córką Ireną przeniósł się do Nowej Brzeźnicy, gdzie podjął pracę organisty w kościele pw. św. Jana Chrzciciela. Tutaj przyszedł na świat syn Juliusz, od wczesnego dzieciństwa zdradzający talent muzyczny.

Reklama

- Brzeźnickie dzieciństwo było sielskie i radosne, było doświadczaniem piękna świata w różnorodnych jego przejawach - wspomina Juliusz Łuciuk. - Z rówieśnikami biegaliśmy po ukwieconych łąkach. Lubiłem siadać na ławie organowej obok ojca, przyglądałem się jego grze, obserwowałem, jak dyryguje chórem. Muzyka przepełniała nasze mieszkanie, co dzień słychać było organy i śpiew dochodzący z kościoła. Ojciec założył w Brzeźnicy chór mieszany, orkiestrę dętą i męski kwartet wokalny. W naszym domu odbywały się próby chóru oraz koncerty z udziałem brata mamy - Pawła Raczyńskiego, altowiolisty w Kapeli Jasnogórskiej. Ojciec był moim pierwszym nauczycielem - on przygotował mnie do myślenia kompozytorskiego, wprowadził w świat harmonizacji pieśni kościelnych, jemu zawdzięczam spotkanie z chorałem gregoriańskim.

Muzyczne dorastanie

Trzy lata przed wybuchem wojny rodzina wróciła do Częstochowy. Andrzej Łuciuk został organistą w kościele pw. św. Jakuba. Troszczył się o oprawę liturgii kościelnej, ale też komponował i uczył śpiewu w Szkole Muzycznej Ludwika Wawrzynowicza. Gdy w czasie okupacji szkołę zamknięto, został nauczycielem na tajnych kompletach tejże szkoły. - Pomagałem ojcu w zajęciach liturgiczno-kościelnych, śpiewałem w chórze parafialnym, grałem na organach podczas Mszy św. i nabożeństw - wspomina Juliusz Łuciuk. Po wojnie podjąłem naukę w średniej szkole muzycznej, a jednocześnie w Gimnazjum i Liceum im. R. Traugutta.

Częstochowski „Traugutt” i szkoła muzyczna miały wtedy szczęście do wybitnych talentów muzycznych. W tym samym czasie, choć do niższych klas, uczęszczali do tych szkół Andrzej Jasiński - znany pianista i profesor Akademii Muzycznej w Katowicach, wychowawca Krystiana Zimermana oraz Jerzy Marchwiński, wybitny pianista, kameralista i pedagog.

Reklama

- Lata spędzone w Częstochowie były w moim życiu bardzo ważne - podsumowuje Juliusz Łuciuk. - W okresie beztroskiego dzieciństwa w Brzeźnicy chłonąłem otaczające piękno automatycznie i bezwiednie. Okres częstochowski był czasem dojrzałego, świadomego analizowania i gromadzenia w wyobraźni wartości estetycznych. Był to istotny etap ewolucji we wzbogacaniu i poszerzaniu obszaru artystycznej wrażliwości, a zarazem przygotowania do studiów kompozytorskich.

W Krakowie i Paryżu

- Wybrałem studia w PWSM w Krakowie w zakresie pianistyki, a następnie teorii muzyki oraz kompozycji w klasie prof. Stanisława Wiechowicza - wspomina kompozytor. - Studiowałem także muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim pod kierunkiem prof. Zdzisława Jachimeckiego. Po uzyskaniu dyplomów na obu uczelniach wyjechałem na dalsze studia kompozytorskie do Paryża do Nadii Boulanger i Maxa Deutscha. Uczęszczałem też na seminaria Oliviera Messiaena w konserwatorium paryskim.

Wyjazd na studia do światowych sław był nagrodą za uzyskanie I i II miejsca na Konkursie Dyplomantów Kompozycji akademii muzycznych w Polsce. - Po studiach wróciłem do Krakowa i wtedy, wspólnie z żoną, która jako polonistka i absolwentka akademii muzycznej spełniała niezmiernie ważną rolę w życiu rodziny, zdecydowaliśmy, że poświęcę się wyłącznie komponowaniu - wspomina kompozytor.

W domu Domiceli i Juliusza Łuciuków fortepian stał się najważniejszym meblem i warsztatem pracy. Dla córek Joanny i Agnieszki był też miejscem zabaw i niezwykłych wypraw w krainę dźwięków. - Nasze córki od dzieciństwa chłonęły muzykę, która codziennie rozbrzmiewała w domu przez wiele godzin. Jako dzieci buszowały na klawiaturze i pod fortepianem, delikatnie opukiwały pudło rezonansowe, pilnie nasłuchując osobliwych efektów perkusyjnych - kontynuuje opowieść kompozytor.

Reklama

Zafascynowany dziecięcą wrażliwością muzyczną, ojciec napisał zbiór improwizacji dziecięcych na fortepian. „Dźwiękowrotek”, „Zaczarowany zegar”, „Tajemniczy wodospad” i wiele innych utworów weszło do klasyki repertuarowej młodych wykonawców.

Joanna i Agnieszka przejawiały uzdolnienia muzyczne i naturalną koleją rzeczy trafiły do szkoły muzycznej I, a potem II stopnia. Po zdaniu matury obie zdecydowały, że chcą zawodowo poświęcić się muzyce. Dziś Joanna Łuciuk-Kalinowska, absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie, jest wiolonczelistką w Filharmonii Krakowskiej. Jej mąż Marek Kalinowski, kontrabasista, również gra w Filharmonii i prowadzi klasę kontrabasu w krakowskiej Akademii. W tej samej Filharmonii gra młodsza córka - Agnieszka Łuciuk-Wojczuk i jej mąż Krzysztof Wojczuk - oboje ukończyli krakowską Akademię w klasie skrzypiec. Pani Agnieszka ukończyła również studia z muzykoterapii i prowadzi terapię muzyczną dla pacjentów dotkniętych chorobą nowotworową w Stowarzyszeniu „Unicorn” w Krakowie.

Muzyczne geny

Na tym jednak nie kończą się muzyczne geny w rodzinie Łuciuków. Czworo wnuków kompozytora: Karolina, Agata, Katarzyna i Maksymilian - w większym lub mniejszym stopniu także ma do czynienia z muzyką.

Reklama

Karolina jest wiolonczelistką, uzyskała dyplom Akademii Muzycznej, gra w Orkiestrze Krakowskiej Opery Kameralnej i kontynuuje naukę na studiach podyplomowch. Agata ukończyła szkołę muzyczną I stopnia w klasie fortepianu, potem zainteresowała się tańcem i wokalistyką. Od czterech lat jest w formacji tanecznej „Feniks”, zespole, który ma spore osiągnięcia artystyczne. Rozpoczęła też studia na kierunku stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim. Katarzyna wybrała skrzypce, przerwała jednak edukację po III klasie średniej szkoły muzycznej, chcąc się poświęcić innym dziedzinom. Po magisterium z europeistyki na UJ kontynuuje studia na Wydziale Prawa tej uczelni. Maksymilian jest uczniem IV klasy gimnazjum muzycznego w Nowej Hucie, gra w szkolnym kwartecie, bierze udział w ogólnopolskich konkursach muzycznych. Nawet powściągliwy w ocenach dziadek przyznaje, że chłopak ma duże umiejętności w zakresie gry na skrzypcach, a także zdolności kompozytorskie w klasyce i jazzie.

Gdy przyjrzymy się drzewu genealogicznemu Łuciuków, muzyczne talenty zauważymy jeszcze u innych członków rodziny. Starszy brat Juliusza - Edward, z zawodu inżynier, grał na skrzypcach i zawsze był pasjonatem kompozycji młodszego brata. Siostra Irena uczyła się gry na fortepianie i także jest zapaloną melomanką. Syn Edwarda - Krzysztof poświęcił się muzyce zawodowo i po ukończeniu studiów w klasie skrzypiec Akademii Muzycznej w Łodzi gra w Orkiestrze Filharmonii Łódzkiej.

Senior rodu Juliusz Łuciuk nie ustaje w działalności twórczej. W tym roku obchodzi 85. urodziny, które wraz z nim świętowały środowiska muzyczne Krakowa, Częstochowy i włoskiej Pescary. Podczas koncertu krakowskiego zaskoczył publiczność swoją najnowszą kompozycją kameralną „Spełnienie”. Natomiast po powrocie z Włoch, gdzie zwiedził m.in. zniszczone przez trzęsienie ziemi miasto L’Aquila, zapowiedział, że da temu wyraz muzyczny. Do rodzinnej sagi muzycznego rodu Łuciuków każdy rok dopisuje nowy rozdział.

2012-12-31 00:00

Oceń: +2 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ostatni romantyk nie zmieścił się w kadrze. O kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego

2026-10-06 12:30

[ TEMATY ]

film

felieton

Kino Świat

Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.

Podziel się cytatem W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
CZYTAJ DALEJ

Atak nożownika w szkole w Ostrołęce. Co najmniej siedem osób rannych

2026-10-07 12:08

[ TEMATY ]

atak nożownika

Adobe Stock

W Zespole Szkół Zawodowych w Ostrołęce doszło w środę do ataku nożownika. Osiem osób zostało rannych. 19-letni napastnik został zatrzymany. To uczeń tej szkoły.

Jakub Z., który zaatakował kolegów i nauczycieli ZSZ nr 4 niebezpiecznym narzędziem, ranił osiem osób: dwóch nauczycieli, czterech uczniów i dwie osoby postronne. 19-latek dokonał samookaleczenia. Został zatrzymany - powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce prok. Elżbieta Edyta Łukasiewicz. 
CZYTAJ DALEJ

„Nietykalni” na Camino? 500 tys. pielgrzymów i film o spotkaniu, które zmienia wszystko

2026-10-07 13:45

[ TEMATY ]

film

Rafael

Camino de Santiago

Materiał prasowy

Camino de Santiago przyciąga co roku setki tysięcy osób z całego świata. W 2026 roku liczba pielgrzymów, którzy dotarli do Santiago de Compostela, ponownie przekroczyła 500 tys. Fenomen tej drogi coraz częściej trafia także do kina. 30 października do polskich kin wejdzie „Camino dla opornych” („Compostelle”) w reżyserii Yanna Samuella — film, którego osią jest spotkanie dwojga pozornie niedopasowanych ludzi.

Fred i Adam wyruszają razem na Camino de Santiago, choć początkowo niewiele ich łączy. Ona próbuje uporządkować swoje życie, on mierzy się z poczuciem odrzucenia i własnymi problemami. Droga stopniowo zmienia ich relację.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję