Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Szczęsny-Morawski – omnibus z Rzeszowa

2018-04-11 14:49

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 15/2018, str. VI

Arkadiusz Bednarczyk
Zachowany obraz Szczęsnego Morawskiego w kościele Świętej Trójcy w Rzeszowie przy ul. Targowej

Był dziewiętnastowiecznym malarzem, historykiem, regionalistą. Rozległość jego zainteresowań była imponująca. Prowadził badania nad historią starożytnego Egiptu, Słowian, Rzeszowa, a w dodatku namalował wiele obrazów, z których jeden zachował się w rzeszowskim kościele. To pochodzący z Rzeszowa Feliks Jan Szczęsny-Morawski, zwany Arbuzowskim

Ojciec Szczęsnego-Morawskiego, Ignacy, pochodził z rzeszowskiej rodziny rzeźników z tradycjami. Rzeźnicy w Rzeszowie opiekowali się ołtarzem św. Sebastiana w kościele farnym. Mały Janek, który urodził się w 1818 r., zapewne często przychodził z ojcem do rzeszowskiej fary i podziwiał zachowane tam liczne obrazy, umieszczone w bocznych ołtarzach. Feliks uczęszczał do szkoły elementarnej i rzeszowskiego gimnazjum, zanim postanowił wybrać Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu, w 1840 r., gdzie uczył się malarstwa przez trzy lata. Wcześniej zapisał się na studia prawnicze we Lwowie, które przerwał z powodów zdrowotnych, powracając do Rzeszowa. Później pracował w lwowskim Ossolineum – wymarzona praca dla amatora historii – gdzie miał dostęp do wielu materiałów historycznych, które pomagały zaspokajać pragnienie wiedzy.

Badał najsłynniejszą rzeszowską bitwę

Szczęsny-Morawski interesował się również malarstwem historycznym. Wydał dzieło „Malarstwo kościelne starodawne i nowe”. Wielką jego pasją była historia i archeologia. Był autorem znanej miłośnikom Rzeszowa i wznawianej publikacji o bitwie konfederatów barskich w mieście nad Wisłokiem – „Pobitna pod Rzeszowem”. Miał przy pisaniu tej książki korzystać z pamiętników gwardiana rzeszowskich reformatów. Do wspomnianej bitwy doszło 13 sierpnia 1769 r. na tzw. kopcu, zwanym Kopcem Konfederatów Barskich (położonym w dzielnicy Pobitno-Północ, opodal mostu i torów kolejowych do Przemyśla). Dowiadujemy się z niej, że rzeszowianie postanowili bronić się w mieście, a punktem obrony miał być zamek, który 11 i 12 sierpnia Rosjanie oblegali. Bitwa przeniosła się na drugi brzeg Wisłoka pod Powietną (dzisiaj w związku z tą bitwą zwaną Pobitnem). Morawski wspominał, że „w bliskim klasztorze Ojców Reformatów leżeli ranni konfederaci i moskale, których ksiądz gwardian doglądał z całą miłością bliźniego, nie robiąc różnicy z powodu wiary i narodowości”.

Krwawy chleb z Kobylanki

Pośmiertnie wydano jego dzieło „Arjanie polscy”, w którym Szczęsny opisuje czasy reformacji także na Podkarpaciu; opisuje np. cudowne zajście w domu Wielopolskich, w którym wisiał cudowny obraz z krucyfiksem. Pisał: „Papież Urban VIII dał Janowi Wielopolskiemu obraz olejny z błogosławieństwem. Jest to kopia z obrazu w Rzymie. Wielopolski umieścił obraz we dworze w Kobylance. Malowidło zasłynęło wkrótce. Za obrazem szło szczęście i błogosławieństwo papieża. (...) Był to dzień św. Ambrożego, 7 grudnia 1655 roku. Matka Jana – Barbara Wielopolska przyjechała wówczas do Kobylanki. Przybyli także Ojcowie Reformaci z Biecza. Nagle nad kaplicą ukazał się jasny blask”. I dalej informował, że wszyscy myśleli, że to pożar; dopiero niejaki ojciec Reklewski (który zamordowany został przez Siedmiogrodzian podczas modlitwy w klasztorze Reformatów w Przemyślu) wyszedłszy na dach kaplicy dworu, ujrzał, że to cudowna łuna. Innym zaś razem miał ukazać się krwawy chleb, który odstraszył od Kobylanki zbójów...

Reklama

Ale poza historią swojej małej ojczyzny Szczęsny-Morawski interesował się np. historią starożytną. Analizował mity o bogu egipskim Ozyrysie, w którym próbował odnaleźć prawdziwe wątki historyczne. Zajmował się również językiem i wpływem historii Fenicjan na historię Polski. Wydał np. „Wyrazy fenickie w mowie polskiej”. Napisał esej na temat igrzysk za cesarza Kaliguli w starożytnym Rzymie. I choć jego rewelacje nie przekonały poważnych naukowców, i są dzisiaj nieco zapomniane, to jednak wszystkie teorie zawarte w jego dziełach świadczą o rozległości pasji i zainteresowań historycznych autora.

Kiedy Feliks Jan Szczęsny-Morawski przerwał (z powodu choroby) swoje studia malarskie, znalazł pracę jako konserwator rycin w majątku koło Żółkwi (ob. Ukraina). Ponownie powrócił ze Lwowa do Rzeszowa, by po 1852 r. wyjechać na stałe na Sądeczczyznę do swojego brata.

Malarz, który zostawił w Rzeszowie obraz

Prócz zainteresowań historycznych Szczęsny-Morawski posiadał talent malarski. Malował obrazy olejne oraz „kredką i piórkiem i w ołówku”, jak zaznaczał anonimowy biograf artysty. Był np. autorem takich obrazów, jak: „Rodzina wieśniacza rozpaczająca pod krzyżem”, „Hetman Sahajdaczny” oraz szkiców polskich strojów. Przyjaźnił się z Juliuszem Kossakiem. Zajmował się krytyką sztuki (np. napisał w krakowskim „Czasie” recenzje obrazu Rajchana „Rodzina święta”). W Rzeszowie w latach 1787-92 książę Teodor z rodziny Lubomirskich wzniósł kościółek pw. Trójcy Świętej. Murowany kościółek jest niewielkich rozmiarów, postawiony został w stylu neoklasycyzmu z zamiarem przeznaczenia go na kaplice cmentarną przy istniejącym przy nim cmentarzu. W tym malutkim kościółku uwagę zwraca znajdujący się wewnątrz ołtarzyk główny pochodzący z lat osiemdziesiątych XIX stulecia z obrazem namalowanym przez naszego bohatera, a przedstawiającym „Trójcę Świętą” Boga Ojca, Chrystusa i Ducha Świętego).

Kiedy zmarł w 1898 r. „Gazeta Lwowska”, 22 kwietnia, w nekrologii pisała: „zmarł artysta-malarz, znany także jako pisarz, który objawiał skłonność ubierania swych naukowych badań i poglądów w lekką beletrystyczną szatę. Wydał pod pseudonimem Bonifacego Arbuzowskiego opowiadanie humorystyczne pt. Wyprawa do Arabii po konie (...) a także powieści archeologiczne, jak np. Wyprawa po Jantar.

Tagi:
sylwetka Szczęsny Morawski

Helena z Wyspy

2018-08-14 11:06

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 33/2018, str. VI

WD
Teraz Helena pracuje nad Drogą Krzyżową, która stanie w Bieszczadach

Czegoż to nie potrafią jej ręce? Pyszna zupa szczawiowa powstaje błyskawicznie, zanim pielgrzymi wrócą ze spaceru. Talerz dostanie każdy niespodziewany wędrowiec i zostanie przyjęty jak najbardziej oczekiwany gość. Jej krzewy i kwiaty zdobią werandę i okienka kamiennych eremów. Przed wieczorem, kiedy słońce zejdzie niżej stawów, odrywa się od codziennych obowiązków i całkowicie oddaje się pracy rzeźbiarskiej. Helena Krysiak 14 lat temu zamieszkała na terenie Ośrodka Rekolekcyjnego„Wyspa”, który k. Budzynia założył ks. Witold Świąder. Rozpoczęła wtedy nowy, fascynujący rozdział swojego życiu.

Józefie pomóż

Miejsce to przemawia wszystkim otwartością i serdecznością gospodarzy, nieskazitelną przyrodą, śpiewem ptaków i tymi szczególnymi „mieszkańcami” – rzeźbami, które spotykasz w leśnym plenerze. Pod wierzbą na ławeczce Jan Paweł zaprasza uśmiechem, byś się przysiadł na chwilę. W zagajniku brzozowym św. Franciszek gra na patyczku swój koncert skrzypcowy. Może dla swoich przyjaciół ptaków czy na chwałę Stwórcy? Na polanie widać postać Matki Bożej Fatimskiej. Na modlitwę różańcową przystają przy figurze pielgrzymi. Wdzięczna rzeźba anioła strzeże Porcjunkuli małego kościółka, wybudowanego z żebraczych pieniędzy, od tych którzy kochają to miejsce.

– To nie są zwykłe rzeźby. One mają rolę służebną, pomagają w modlitwie – zauważają pielgrzymi. I są na to dowody. Przy Świętej Rodzinie często zatrzymują się ludzie. Józef, nic nie mówi, ale wysłuchuje próśb. – Kiedyś przyjechało dwoje młodych ludzi. Dziewczyna złożyła karteczkę przed Józefem z modlitwą o dobrego męża, jej kolega o dobrą żonę. Po roku pojawili się na „Wyspie” jako para – śmieje się ks. Witek. Pewna pani pisała pracę habilitacyjną z psychologii. Padł dysk w komputerze. Najpierw była rozpacz, bo informatyk orzekł, że nic się nie da zrobić. Potem, za sugestią ks. Witka, kobieta pomodliła się do św. Józefa. I komputer uruchomił się. Zachował się na nim jedynie potrzebny tekst rozdziału.

Nie umiem odmówić rzeźby do celów modlitwy

– Moja praca rzeźbiarska ewaluowała i wypływała z potrzeb parafialnych. Oczywiście takim mecenasem sztuki, podsuwającym mi tematy rzeźbiarskie, był zawsze ks. Witek. Nie umiem odmówić rzeźby jeśli ma służyć do celów modlitwy. Ale, gdy poproszono mnie o Wenus z Milo do ogrodu, podziękowałam i odmówiłam – opowiada Helena Krysiak.

W Solcu Zdroju stoi jej autorstwa posąg Matki Bożej Niepokalanej i św. Józef z małym Jezusem. W Żukowie jest rzeźbiona kolumna wystawiona na pamiątkę Wiktorii Wiedeńskiej z prowizorycznym krzyżem, odkąd w czasie wojny żołnierz radziecki zestrzelił z niej rzeźbę Chrystusa Frasobliwego. Helena wyrzeźbiła nową, naturalnych rozmiarów postać Jezusa Frasobliwego.

11 listopada gotową figurę poświęcił ks. Witek. – Pamiętam, że wszędzie wtedy padało, a na polanie z figurą była słoneczna pogoda – wspomina. Dotychczas jej największa rzeźba to postać św. Jana Pawła II do parafii Sienno za Skarżyskiem-Kamienną. Dla Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie oraz do parafii w Czarnocinie wykonała posągi Matki Bożej. Dla szkoły w Solcu Zdroju, gdzie pracowała jako katechetka, zrobiła na pamiątkę rzeźby Kubusia Puchatka i jego przyjaciół oraz wiele innych.

Dopóki nie zobaczę głównej myśli, nie spocznę

– Jestem samoukiem i pracuję intuicyjnie. Kiedy robię duże rzeźby zaczynam od twarzy. Dopracowuję wyraz oczu i ust. Nie spocznę dopóki nie zobaczę tej głównej myśli. Wtedy już mam relację z tą osobą. I dalej już idzie. Teraz wykonuję stacje Drogi Krzyżowej i Drogę Światła dla Ośrodka Rekolekcyjnego w Redence k. Leska – mówi p. Helena. – Pierwsze stacje, wykuwane w pińczowskim kamieniu, a kamień na rzeźby jak zawsze ufundował ks. Witek, wyglądają jak kadry filmowe, poruszają. Ukończone już są: spotkanie Jezusa z Matką, Jezus i Piłat, Szymon Cyrenejczyk, Weronika, Upadek. Niedawno przyjechał ks. Stanisław Kozieł, duszpasterz tego Ośrodka, by zobaczyć jak wyglądają gotowe rzeźby. No i jego oczy i usta mówiły, że to jest to. A ks. Witek za każdym razem kiedy powstanie nowa stacja, patrzy i wzrusza się. Kocham Bieszczady, spędziłam w nich cudowne chwile, dlatego cieszę się, że te kamienie będą rzucone w przestrzeń gór. Będą patrzyły na bieszczadzkie połoniny.

Wszystko, co się stało przekroczyło moje wyobrażenia

Czyli studia pedagogiczne i katechetyczne, a potem praca katechety, formacja biblijna i duszpasterska we wspólnocie Grupa, przy księdzu Witku, w końcu praca w Domu Rekolekcyjnym na „Wyspie” i rzeźba. Pani Helena ukończyła Technikum Ceramiczne w Łysej Górze k. Tarnowa o kierunku ceramika artystyczna. Po maturze wybrała się na studia do Krakowa. Z matematyki szybko przeniosła się na pedagogikę. W tym czasie zaangażowała się w Duszpasterstwo Akademickieprzy kościele Kapucynów. Poznała Grupę skupioną wokół ks. Witka Świądra, zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Spotykali się w akademiku na Kręgu Biblijnym. Helena wraz z przyjaciółmi przyjeżdżała regularnie do Dłużca k. Wolbromia, a potem na inne probostwa, gdzie pracował ks. Świąder, na całonocną adorację i Mszę św. Zjeżdżało się od 20 do 30 osób. Dziewczyny i chłopaki. Obok formacji było także wychowanie przez pracę. Dziewczyny krzątały się w kuchni, chłopaki pomagali ks. Witkowi w pracach budowlanych i gospodarczych. I tak cały rok. Podsumowaniem był coroczny obóz z ks. Witkiem w Bieszczadach. Po tych latach pozostały wielkie i trwające do dziś przyjaźnie i niezapomniane wspomnienia.

Ks. Witek w tygodniu katechizował dzieci i chciał dać nową płaszczyznę religijną doświadczeń dla młodzieży. Zaproponował młodym (była wśród nich Helena), aby pomagali mu w katechizacji w każdą sobotę przez jeden rok. Dziewczyny przygotowywały materiały i organizowały dla dzieci zajęcia. – Wtedy doszło do mnie, że mam zbyt małą wiedzę teologiczną i metodyczną, by dobrze uczyć katechezy. Akurat bp Edward Materski zorganizował w Kielcach przy Kurii Studium Katechetyczne. Potrzeby kadrowe były ogromne. Z naszej Grupy zapisało się aż dziewięć osób – opowiada p. Helena.

Katechetka

Helena wspomina te zajęcia jako najlepszą szkołę metodyczną. Zawsze podczas zajęć były dwie katechezy pokazowe, przygotowane przez studentów. Robili konspekty, pomoce etc. Pozostali studenci zamieniali się w klasę szkolną. Na koniec było omówienie lekcji. To bardzo rozwijało przyszłych katechetów. – Wcale nie planowałam wtedy, że zostanę katechetką – mówi Helena. A jednak związała z tym zawodem niemal całe swoje życie, ucząc religii w różnych parafiach.Przydała się też matematyka, której uczyła jakiś czas będąc w Bieszczadach. Pracy było wtedy dużo. Oprócz trzydziestu godzin religii w ciągu tygodnia przygotowywała misteria, jasełka, przedstawienia, które angażowały wielu uczniów i rozwijały ich talenty. Ostatnie cztery lata przepracowała w parafii Dobrowoda. Dziesięć lat temu odeszła na emeryturę i zamieszkała w powstającym k. Budzynia Domu Rekolekcyjnym.

Mieszkanka lasu kochająca ludzi

Tak o sobie mówi. Bo choć mieszka wśród eremów, przez większość czasu otacza się ludźmi. Jak ona to robi? Klerycy, przyjeżdżający na dni skupienia, mówią, że kiedy jest za wiele na jej głowie, włącza „turbodoładowanie”. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zaopatrzenie i jeszcze ogród, który jest rozsiany wszędzie. – Gdybym nie była katechetką, to myślę, że zostałabym ogrodniczką, bo uwielbiam pracować w ogrodzie, nasadzać kwiaty, krzewy i różne roślinki. Mimo dzikiego, leśnego terenu na „Wyspie” przez cały rok coś kwitnie. Wiosną są to krokusy i przebiśniegi, latem piękne hortensje i inne. Wszystko to na wpół dziko, wkomponowane naturalnie w brzozy, buki i dęby. W stawach zadomowiły się lilie wodne. Z kwiatów tworzę różne kompozycje do kościółka, który jest sercem „Wyspy” – mówi.

Kameralną „Wyspę” odwiedza mnóstwo osób rocznie. Na rekolekcje przyjeżdżają grupy z całej Polski. Są świeccy i siostry zakonne, wspólnoty i duszpasterstwa. Niedawno odbyła się tu Szkoły Pisania Ikon, a zajęcia poprowadził br. Marcin Świąder – bratanek ks. Witka. Spokojne miejsce lubią też klerycy z kieleckiego Seminarium oraz księża i biskupi. – Biskup Jan był już tutaj wiele razy – mówi ks. Świąder. Odwiedzają również „Wyspę” pielgrzymi idący Szlakiem Jakubowym i zostają na nocleg. Od lat, w każdą pierwszą sobotę miesiąca, na nabożeństwo fatimskie przybywa Grupa związana z ks. Witkiem. Są to małżeństwa, rodziny i przyjaciele z różnych stron Polski. Jest adoracja, Msza św., nabożeństwo i Krąg Biblijny z dzieleniem się Słowem.

Helena logistykę ma w jednym palcu. Wcześniej przygotowuje ogromny gar żurku z kiełbasą i jajkami, aby nikt nie był głodny oraz swoje popisowe ciasto kruche z owocami pod bezą. Organizuje wszystko tak, aby móc w pełni uczestniczyć w czuwaniu i w Kręgu Biblijnym. – Dzielenie się Słowem jest zawsze mocnym i pięknym doświadczeniem – opowiada. – Pomagają mi również koleżanki, podczas gdy mężczyźni zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie gospodarcze z ks. Witkiem przy koszeniu, ogrodzeniu etc. W pracach pomagają również bracia Heleny, najwięcej Czesław.

Nie ma „Wyspy” bez ks. Witka, gospodarza i budowniczego tego miejsca, które tworzył z pasją od podstaw, wierząc, że jest potrzebne, bo przybliża ludzi do Boga.

– Moim ulubionym miejscem na „Wyspie” jest plac przy ognisku. Po sobotniej Mszy św. i Kręgu Biblijnym siedzimy z Grupą przyjaciół w dwadzieścia, a czasem dużo więcej osób, wokół ks. Witka. On gra na gitarze i śpiewa dawne ballady Okudżawy i inne piosenki, a my wszyscy się dołączamy – mówi p. Helena i dodaje: – Jestem szczęśliwa. „Wyspa” w tej chwili jest moim życiem i zadaniem, które wciąż otwiera przede mną pole do działania. Czasem przychodzą małe smuteczki, ale to normalne. Staram się żyć dniem dzisiejszym i nie oglądam się za siebie, nie gdybam. Wiem, że tutaj jestem potrzebna. Cieszę się, że mogę służyć. Nie lubię takiego patosu. – śmieje się p. Helena i dodaje: Z każdym dniem przychodzą nowe obowiązki. Daj Boże tylko siły! Opatrzności powierzam wszystko, co będzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Trzeba, aby kard. Hlond wyszedł z cienia historii

2018-09-19 21:17

Ks. Mariusz Frukacz

Magda Nowak/Niedziela
Łukasz Kobiela, autor albumu i Bartosz Kapuściak

„August Hlond 1881–1948”, to temat spotkania, które odbyło się 19 września w auli redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” w Częstochowie. Spotkanie było połączone z promocją albumu autorstwa Łukasza Kobieli pt. „August Hlond 1881–1948”.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, Stowarzyszenie Pokolenie, Tygodnik Katolicki „Niedziela” oraz Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej. Spotkanie poprowadził red. Marian Florek.

Zobacz zdjęcia: O kard. Hlondzie w "Niedzieli"

W spotkaniu wzięli udział m. in. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, abp Edward Nowak z Watykanu, były sekretarz Kongregacji ds. Świętych, ks. Inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, podprzeor klasztoru jasnogórskiego, ks. Wiesław Wójcik, przedstawiciel Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, Łukasz Kobiela, autor albumu i przedstawiciel Stowarzyszenia „Pokolenie”, dr Andrzej Sznajder, dyrektor oddziału katowickiego IPN, Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu pamięci Narodowej oddział w Katowicach, poseł Lidia Burzyńska (PiS), Krzysztof Witkowski, dyrektor Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie oraz członkowie Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej z prezesem dr Arturem Dąbrowskim, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej w Częstochowie z prezes Marią Banaszkiewicz, przedstawiciele świata kultury z muzykiem, kompozytorem i autorem tekstów Januszem Yanina Iwańskim oraz pracownicy redakcji „Niedzieli”.

- Nie można wyobrazić sobie kard. Stefana Wyszyńskiego i pontyfikatu św. Jana Pawła II bez sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Jego teologia narodu, jego wiara w zwycięstwo Maryi i wielka idea „Zielonych Świąt Słowian”, o czym pisał ks. prof. Czesław Bartnik, były obecne w działalności i nauczaniu prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II – mówił na początku spotkania ks. red. Mariusz Frukacz z „Niedzieli” i dodał: „Nie można też wyobrazić sobie jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę bez kard. Hlonda”.

Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Katowicach, prowadzący rozmowę z autorem na temat publikacji pytał m. in. o pobyty kard. Augusta Hlonda w Częstochowie - Tych pobytów było bardzo dużo, choćby z racji zebrań Konferencji Episkopatu Polski. Szczególnym wydarzeniem z udziałem kard. Hlonda był I Synod Plenarny w 1936 r. i Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1946 r. – odpowiedział Łukasz Kobiela, autor albumu.

- Tamto wydarzenie było wielką manifestacją przywiązania narodu polskiego do wiary, religii, ale także do Ojczyzny – dodał autor.

Łukasz Kobiela podkreślił również, przedstawiając sylwetkę kard. Hlonda, że to był duchowny, który doceniał wartość prasy katolickiej - Założył „Gościa Niedzielnego”, którego pierwszym redaktorem naczelnym został ks. Teodor Kubina, późniejszy biskup częstochowski i założyciel „Niedzieli” . Kard. Hlond był również zaangażowany w budowanie Akcji Katolickiej – mówił Kobiela.

Podczas spotkania nie zabrakło trudnych pytań o stosunek kard. Hlonda do polityki - Nie separował się i nie unikał tematów społecznych. Był wielkim patriotą. Uważał, że jedyną polityką jaką uprawia, to jest polityka zawarta w „Ojcze nasz” – mówił autor albumu.

Na pytanie o kontekst opuszczenia kraju przez kard. Hlonda, po wybuchu II wojny światowej Łukasz Kobiela przypomniał, że prymas Hlond opuścił Polskę 4 września 1939 r. - Wcześniej władze polskie naciskały na wyjazd kard. Hlonda z Poznania do Warszawy. Potem z Warszawy prymas Polski udawał się coraz bardziej na wschód. Jednak po konsultacjach z przedstawicielami rządu i z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Filippo Cortesi prymas Hlond zdecydował się na wyjazd do Rzymu, aby stamtąd, choćby przez Radio Watykańskie informować o sytuacji w okupowanej Polsce – mówił Kobiela.

- Potem przebywał w Lourdes i w opactwie benedyktyńskim w Hautecombe. Aresztowany 3 lutego 1944 r. przez gestapo i wywieziony do Paryża, odrzucił propozycję współpracy. Był więziony w Bar-le-Duc (Normandia), a następnie w Wiedenbrück (Westfalia), skąd został uwolniony 1 kwietnia 1945 r. przez armię amerykańską. Po krótkim pobycie w Paryżu i Rzymie, 20 lipca 1945 r. wrócił do Polski – kontynuował autor książki.

- Kard. Hlond był inwigilowany przez Niemców w czasie okupacji, a potem po wojnie był traktowany przez komunistów jako wróg ideologiczny. Sprawą kard. Hlonda zajmowała się m. in. Julia Brystiger, dyrektor departamentu V i III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - podkreślił Łukasz Kobiela i dodał: „Prymas Hlond nie miał złudzeń co do władzy komunistycznej. W PRL – u wiele zrobiono, żeby dezawuować i umniejszać rolę prymasa Hlonda. Był przemilczany przez wiele lat”.

Pytany o wybór kard. Wyszyńskiego na prymasa Polski, jako następcy kard. Hlonda autor przypomniał, że „ważne w tym względzie są listy ks. Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasa Hlonda do kard. Tardiniego, w których przekazał wolę prymasa Hlonda o mianowanie bp. Wyszyńskiego prymasem Polski”.

Na zakończenie spotkania ks. Wiesław Wójcik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej wyraził wdzięczność za przywracanie pamięci o kard. Auguście Hlondzie. Natomiast abp Edward Nowak podkreślił, że ważne są takie spotkania w kontekście procesu beatyfikacyjnego prymasa Hlonda.

- Cieszę się, że takie tematy możemy podejmować w auli naszego tygodnika. To historie kiedyś zakazane, a dziś przywracane pamięci – podkreśliła Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”.

Swoją wdzięczność za „taki niepokój twórczy” wypowiedział również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski – Trzeba, aby taka postać jak kard. Hlond wyszła z cienia historii w całej prawdzie – powiedział abp Depo i poprowadził modlitwę o beatyfikację sługi Bożego kard. Augusta Hlonda.

Album „August Hlond 1881–1948” zawiera blisko 700 fotografii, w tym 400 dotąd niepublikowanych, nie tylko samego Prymasa, ale także związanych z nim miejsc i wydarzeń. Oprócz opisów zdjęć, publikacja opatrzona jest także biografią kard. Augusta Hlonda.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po wybuchu II wojny światowej udał się na emigrację. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes. W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski. Zmarł 22 października 1948 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stygmaty o. Pio

2018-09-20 20:05

Salve TV

Czym są stygmaty? Czy stygmaty o. Pio były autentyczne? Czym jest czyściec? W jaki sposób o. Pio pomagał duszom czyśćcowym? 20 września mija 100 lat od czasu ukazania się stygmatów o. Pio

Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem